Cyclone
„Known unto God”
High Roller Rec. 2026
Zastanawiam się, ilu z was pamięta ten belgijski
band, który swoje pierwsze kroki na światowej scenie stawiał trzydzieści sześć
lat temu. Panowie nagrali dwa pełnometrażowe albumy, by w roku
dziewięćdziesiątym trzecim przejść w stan niebytu. Nie będę tutaj prężył
muskułów przy opowieściach o ich wczesnym okresie, bo z nazwą Cyclone spotykam
się tak naprawdę po raz pierwszy w życiu. I od razu zastanawia mnie, jaki jest
sens wyciągania trupa z szafy, skoro ze składu sprzed rozpadu na pole walki
powrócił jedynie wokalista. Zwerbował sobie dużo młodszych grajków, i wspólnie
zarejestrowali dwudziestominutowy materiał, zatytułowany, jak powyżej.
Powiedzieć trzeba otwarcie, że te pięć kawałków to naprawdę solidny, thrashowy
kop w dupę, i doskonale obroniłby się sam, bez podpierania o starą nazwę.
Przede wszystkim każdy z zamieszczonych tu numerów to naprawdę ostra jazda,
pełna tnących po nadgarstkach klasycznych riffów, zazwyczaj serwowanych w
szybszym tempie. Można tutaj oczywiście w ramach słyszanych inspiracji rzucać
nazwami jak z kapelusza, ale ograniczę się jedynie do Dark Angel, Anthrax,
Sacred Reich czy Exodus. Ten ostatni także dzięki manierze wokalnej Guido
Gevelsa, momentami mocno zbliżającej się do klasycznego Souzy (no, może z
domieszką tego patafiana ze Stuck Mojo). Nie jest to bynajmniej muzyka
odkrywcza, za to świetna kopalnia odkrywkowa, z całą masą melodii, które już
kiedyś słyszeliśmy, ale z wielką przyjemnością posłuchalibyśmy raz jeszcze.
Słychać wyraźnie, że gitarzyści swoje rzemiosło mają opanowane wyśmienicie,
zatem obok wspomnianych harmonii potrafią zarzucić także wysokiej jakości
solówką. Sporo na tym mini momentów, gdzie aż kipi od groove’u i łeb sam się
kiwa w rytm słuchanych piosenek. Tak energetycznego thrashu to ja mogę słuchać
zawsze i wszędzie, więc finalnie sobie myślę, że chyba dobrze, że Guido nie
namawiał starych kumpli do wspólnego grania, bo mogłoby to w efekcie spowodować
poczucie geriatrii. A tak, młodzi mogli się wykazać, co zresztą zrobili bardzo
udanie. Bez względu zatem na to, czy wczesny Cyclone znacie, czy też nie,
„Known unto God” sprawdzić można, bo to dobry kawał thrashowego mielenia.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz