Void
Monuments
Blood
Harvest (2026)
Pochodzący z Sankt Petersburga kwintet Void Monuments choć na metalowej scenie działa od 2020 już zdążył dorobić się przerwy w działalności. Trochę dłużej przyszło czekać na debiutancki album Rosjan, ale „Posthumous Imprecation” sygnowany logiem szwedzkiej wytwórni Blood Harvest zawodu sprawić nie powinien. Wytwórnia reklamuje ich jako oldschoolowy death metal w stylu Malevolnet Creation, Sinister, The Chasm, Cenotaph czy Monstrosity i trochę prawdy w tym jest. Tyle, że moje wyobrażenie o muzyce Rosjan po przeczytaniu tego opisu trochę rozminęło się z rzeczywistością. Przede wszystkim muzyka Void Monuments brzmi na wskroś europejsko – zapomnijcie, że uraczy tu was thrashująca dynamika Malevolent Creation czy masywny, klasyczny metal śmierci od Monstrosity. W przypadku tych dwóch nazw punktem zbieżnym z twórcami „Posthumous Imprecation” są niektóre partie gitar – bardziej wysmakowane, klasyczne, precyzyjne, oferujące coś więcej niż grobową mielonkę, czy marszowe, batalistyczne tempo rodem z Bolt Thrower. Bo Bolt Thrower czy Benediction wydają się tu być jednymi z większych źródeł inspiracji, zwłaszcza jeśli chodzi o prowadzone tempo, sposób riffowania, kładzenie akcentu na groove i rytm. Rosyjska ekipa jest w tym całkiem solidna. Drugi aspekt to klimaciarskie i rozbudowane granko pod The Chasm i Cenotaph – wcale nie bezpodstawne porównanie w tym przypadku, bo zwolnień z mistycznie snującymi się gitarami kreującymi jakiś rodzaj muzycznego abstraktu trochę tutaj jest. Oczywiście nie jest to poziom ani Cenotaph ani The Chasm, bo Rosjanie grają prościej i oszczędniej, ale jest w tym jakość. Trzeci aspekt muzyki Void Monuments to współczesny, modny, oldschoolowy death metal jakiego na rynku całkiem sporo. W wydaniu Rosjan te fragmenty nie wyróżniają się absolutnie niczym – nie dają powodów do specjalnego narzekania komuś kto takie granie lubi, ale też nie wyróżniają się ponad jakiś solidny poziom. Nad całością nagrań unosi się charakterystyczny growl kojarzący się z Peterem z Vadera , który trochę odbiera całości tego grobowo-mistycznego charakteru akcentując bardziej rytmiczny aspekt wydawnictwa, co uważam akurat za atut tego wydawnictwa. Brzmieniowo też nie można się tu przyczepić do czegokolwiek. Ok, Blood Harvest w swoim katalogu ma bardziej wartościowe wypusty i ciekawsze kapele, ale debiut Void Monuments to kawał solidnego rzemiosła, które daje wiele podstaw, aby sądzić, że tych muzyków stać na stworzenie naprawdę ciekawych, mniej lub bardziej rozbudowanych, ale niebanalnych dźwięków. Zalążek jest, teraz tylko dbać o to co może być dalej. Warto posłuchać!
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz