sobota, 3 stycznia 2026

Recenzja Invictus „Nocturnal Visions”

 

Invictus

„Nocturnal Visions”

Memento Mori (2026)

Sześć lat kazali nam czekać Japończycy z Invictus na następcę „The Catacombs Of Fear”. Czy warto było? Moim zdaniem tak. Najgorszymi rzeczami jakie przydarzyły się „Nocturnal Visions” jest paskudna okładka i tytuł błyskotliwy jak Fred Flinstone. Sama muzyka zawarta na wspomnianym albumie również błyskotliwa nie jest, ale w tym przypadku żaden to zarzut. Japończycy oferują klasyczny do bólu, mięsisty i muskularny metal śmierci, w którym słychać sporo klasyki europejskiego grania z Bolt Thrower, Asphyx i Siniter na czele oraz szczypty amerykańskiego podgniatania spod znaku Bphomet. Mało tu technicznych fajerwerków, instrumentalnej czy kompozytorskiej finezji. Riffy są grubo ciosane i skuteczne. Niejednokrotnie można w tym wyczuć hardcorepunkową podwalinę bo i w takową mocą i skutecznością miłośnicy sake atakują. Skojarzenia z ich krajanami z Kruelty wydają się być całkiem na miejscu, przy czym muzycy Invictus w większym stopniu operują deathmetalowym językiem. Nie brakuje tu dobrych riffów, groovu i chwytliwości, przy czym te dźwięki nigdy nie zapędzają się w przesadnie skoczne rewiry, co uważam za plus. Realizacyjnie „Nocturnal Visions” także jest bez zarzutu proponując słuchaczowi dość twardy, okrojony z przestrzeni sound, bliższy właśnie produkcjom hardcorowym niż deathmetalowm. Potęguje to efekt wpierdolu, który muzyka Japończyków usiłuje spuścić słuchaczowi i jest w tym skuteczna. Kręcenie nosem może się zacząć w momencie, w którym ktoś oczekiwał po muzykach Invictus muzycznego progresu, jakiegoś muzycznego rozwoju. Nic z tych rzeczy tutaj nie ma miejsca, „Nocturnal Visions” jest ni mniej ni więcej jak kontynuacją tego, co zespół robił kilka lat temu i jeśli ktoś był ciekawy w którym kierunku pójdzie twórczość Japończyków, to poszła w żadnym. Dalej grają to samo, niczym nie zaskoczyli i może być to ciut mało dla niektórych zważywszy na sześć lat oczekiwania. Ne zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z dobrych albumem, który spokojnie zadowoli zarówno miłośników bezpośredniego death metalu jak i fanów sceny hardcore punk.

                                                                                                                    Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz