Total
Annihilation
„Mountains
of Madness”
Testimony Records 2026
To
już dwudziestoletnia kapela, ale niezbyt płodna, bo właśnie wydała dopiero
czwartą płytę. Może długość stażu nie przekłada się na ilość albumów, lecz
słabej jakości zarzucić tym czterem Szwajcarom nie można. Thrash metal jaki
oferują nie niesie niczego nowego i mocno zakorzeniony jest w latach
osiemdziesiątych. To ta sama rytmika i dynamika zapodana za pomocą riffów w
średnim i szybkim tempie, które Total Annihilation okrasza idealnie wpasowanymi
solówkami. Co wyróżnia muzykowanie tej brygady, to odpowiednio dociążone
gitary, które dodatkowo zagęszcza dość nisko nastrojona sekcja rytmiczna, a to
skutkuje mocnym skrętem w rejony death metalowe więc określenie grania tego
kwartetu jako „thrash-death”, nie powinno być w żadnym razie błędem. Zresztą
nie tylko w barwie instrumentów słychać ciężkość, ponieważ akordy poza charakterystycznym
dla thrashu biczowaniem, potrafią wybornie pognieść i za sprawą swego ponurego
charakteru, zsyłają sporo morowego powietrza. W ogóle mało na „Mountains of
Madness” jest żywiołowego i delikatnie beztroskiego kostkowania w stylu Bay
Area, a jeśli się już pojawia, to bliżej mu do agresywniejszych, europejskich
zespołów jak chociażby Sodom czy Kreator. Mimo obecności tych elementów i tak
przeważają te mroczne oraz ciężkie formy, które wyraźnie brutalizują tutejsze
kompozycje, a także nadają im interesującej atmosferyczności. To intensywny
metal nawet jeśli płynie w wolnym i średnim tempie, skutecznie miażdżąc i
zaskakując różnorodnością pomysłów jego twórców. Soczysty i zarazem łatwo
przyswajalny thrash-death, w którym gitara rytmiczna prowadzi fantastyczny
dialog z solową, bębny i bas dostarczają głębokich dołów, a całości towarzyszą
niezłe wokalizy. Dobrze wyprodukowana produkcja, ale niepozbawiona szorstkości
i brudu. Dewastuje od pierwszych chwil więc sprawdzajcie, ponieważ to naprawdę
świetne granie.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz