Putriditium
„Fatal Offences”
Iron, Blood and Death Corporation 2025
Putriditium to całkiem nowy twór, który na dobrą
sprawę nie miał jeszcze okazji zaznaczyć swojego bytu na scenie, bo za takowe
trudno uznać jedyne demo, wypuszczone w roku dwudziestym trzecim, które zapewne
słyszała garstka wybranych. A zespół to, mimo iż działający krótko, wcale nie
składający się z muzycznych nowicjuszy, bowiem tworzący go duet ma, sięgające
dość daleko w przeszłość, konotacje z takimi aktami jak Unholy czy Kurnugia (Ha!
Zastanawiam się, czy ktoś to w ogóle pamięta!). Zatem dwaj starzy wyjadacze, po
latach znajomości, postanowili założyć wspólnie jakiś projekt, który zgłębiałby
meandry staroszkolnego śmierć metalu. I oto mamy Putriditium, i ich
pełnometrażowy debiut nakładem meksykańskiego labelu. Jest to nieco ponad pół
godziny death metalu (tak, o tym już wspomniałem) o niezbyt wyszukanym
kształcie. Tym bardziej nie płynącego ze współczesnym, wymuskanym trendem,
raczej stojącego w zdecydowanej do niego opozycji. Jest to death metal na
wskroś obleśny, prymitywny, ociekający posoką i wijącymi się w gnijącej tkance
larwami. Panowie grają dość schematycznie. To znaczy, głównie w tempie średnio
– wolnym, budując swoje kompozycje na kilku zapętlonych, masywnych akordach,
między które jedynie miejscami wrzucą jakąś melodię na drugim planie. Te sześć kawałków
bardziej przypomina jakiś neandertalski rytuał w jaskini niż wirtuozerski pokaz
umiejętności, co oczywiście nie oznacza, że muzycy się na swoich instrumentach
nie znają. Owa prostota jest jak najbardziej zamierzona, bowiem Putriditium nie
ma się, jak zakładam, „podobać”. Ma szerzyć obrzydzenie i zgniliznę, którą
współczesny świat i tak jest przesiąknięty. Dudniące beczki, nisko strojone
gitary, bulgoczący dość monotonnie (na zasadzie jakiegoś topielca, tudzież
dopiero co powstałego z grobu zombie) wokal, i ta beznamiętna motoryka,
przypominająca często proces wbijania w ziemię olbrzymich pali. Do tego bardzo
zatęchłe, gęste brzmienie, przy którym można poczuć się, jakby ktoś nas zamknął
w trumnie i zakopał. Prostota w przypadku Putriditium jest w pełni uzasadniona, a cel obrany przez
muzyków został, według mnie, w stu procentach osiągnięty. Chcecie trochę
bagiennego bulgotania i oparów rozkładu? No to na co jeszcze czekacie? Sprawdzajcie
„Fatal Offences”!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz