sobota, 31 stycznia 2026

Recenzja Hating Life „Revenge from Beyond”

 

Hating Life

„Revenge from Beyond”

Pulverised Rec. 2026

Nie wiem jak wy, ale ja, patrząc na nazwę zespołu z Saragossy, skojarzenia mam jednoznaczne. I zresztą bardzo szybko okazuje się, że słuszne. No ale po kolei. Hating Life to dwuosobowy projekt, którego połowę stanowi gitarzysta Ataraxy. Pod nazwą zaczerpniętą od tytułu kawałka Grave z debiutanckiej płyty, panowie postanowili oddać swój hołd dla starej szwedzkiej szkoły. Nagrali zatem pięć, trwających łącznie nieco pond dwadzieścia minut, kawałków, dorzucili intro, opatrzyli całość odpowiednio klimatyczną okładką, i oddali w ręce Pulverised do wydania. Materiał ten ujrzy światło dzienne już za niecały miesiąc, ale każdy maniak wspomnianego nurtu już dziś powinien zaznaczyć sobie rzeczoną datę w kalendarzu. Nie dlatego, że materiał ten jest jakiś przełomowy czy przenoszący góry. Tutaj miejsca na eksperymenty zbyt wiele nie ma. Ale… No właśnie. Wspomniałem o Ataraxy. W tym przypadku owa szwedzizna, na podobieństwo Entombed czy Grave, bardzo udanie podrasowana została melodią. Melodią, z której macierzysty zespół Santi’ego słynie, ale także melodii, która swój pierwotny rodowód zawdzięcza choćby takim aktom jak Gorement czy Crypt of Kerberos. Co z tego wynika? Ano to, że te pięć kompozycji, to nie jest granie na jedno kopyto. Tak, jest tu d-beat’owanie, ale są i wciągające gitarowe pasaże, są masywne zwolnienia i momenty szybsze, uderzające rytmiką w łeb niczym pięciokilowym kamlotem. Na dobrą sprawę można powiedzieć, że panowie zebrali w małą pigułkę wszystko co w szwedzkich wariacjach deathmetalowych najlepsze. I skleili z tego na tyle ciekawy kolaż, że nic nie wydaje się w nim ani sztuczne, ani nużące, ani totalnie wtórne. Bo poza wokalem, który od klasyki nie odbiega ani o jotę, ta muzyka jest zaskakująco zróżnicowana i przemyślana. I słucha się jej naprawdę z wielką przyjemnością. Można się zresztą przy niej pobawić z kolegą w podobnym wieku w grę „Zgadnij czyj to riff”, oczywiście z przymrużeniem oka. Bardzo fajna przystawka. Na tyle fajna, że mam nadzieję, iż projekt Hating Life nie jest jednorazowym wybrykiem, i z czasem doczekamy się równie dobrego pełniaka. Polecałem powyżej, zwłaszcza określonej grupie odbiorców, więc powtarzać się nie będę.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz