poniedziałek, 19 stycznia 2026

Recenzja Necropolissebeht „Taurunovem - Th’Astraktyan Serfdome”

 

Necropolissebeht

„Taurunovem - Th’Astraktyan Serfdome”

Amor Fati 2026

Kiedy cztery lata temu pisałem tutaj o debiutanckiej EP-ce Necropolissebeht, byłem przekonany, że to raczej jednorazowy wyskok, bez większych szans na kontynuacje. I wcale z tego powodu nie płakałem, bo projekt ten niczym szczególnym się z tłumu war metalowych aktów nie wyróżniał. Okazuje się jednak, że trio odpowiedzialne za Cmentarny Sabat postanowiło dalej siać nuklearne zniszczenie, czego dowodem pełnowymiarowy materiał zespołu, który lada chwila ukaże się nakładem Amor Fati. Kto słyszał „TTCCCLXXX” doskonale wie, czego może się po tym pełniaku spodziewać. Warmetalowej klasyki. Nie ma na tym albumie absolutnie niczego innowacyjnego, odkrywczego czy porywającego. Można powiedzieć, że przez ponad czterdzieści minut nastawieni jesteśmy na odgłosy dudniącej, niczym spadające przy nalocie dywanowym bomby, perkusji, chłoszczących narządu słuchu linii gitarowych, najczęściej zapętlonych, z bardzo nielicznymi urozmaiceniami, charczącym gdzieś z drugiego planu wokalem, tyleż jednolitym co wspomniane gitary, wpadającymi randomowo na pierwszy plan solówkami, będącymi chyba jakimś rodzajem improwizacji niż wynikiem dłuższych przemyśleń, i ogólnego nakurwu. Linie melodyczne? Te nawet jak na gatunek są bardzo oszczędne. Powiedziałbym wręcz, że „Taurunovem - Th’Astraktyan Serfdome” jest materiałem monotonnym i schematycznym. I wcale nie będzie w tym zbytniej przesady, co sami zresztą stwierdzicie, o ile w ogóle po te nagrania sięgniecie. Z drugiej strony, owa monotonia ma też i drugie oblicze. Dzięki tej monotonnej intensywności zespół wprowadza odbiorcę w pewnego rodzaju trans. Albo inaczej, przy tych dziewięciu ścieżkach można poczuć się jak zamknięty w bunkrze uciekinier, narażony na odgłosy intensywnego ostrzału artyleryjskiego na powierzchni. Brzmienie tych nagrań to głęboka piwnica. Chwilami gitary chowają się za perkusją, czy też, co najwyżej, zlewają się z owym dudnieniem w jednolitą masę, z której czasami, też jakby przypadkowo, coś wyraźniejszego się na sekundę wyłoni.  Uważam jednak, że „Taurunovem - Th’Astraktyan Serfdome” skierowany jest tylko i wyłącznie do warmetalowych masochistów, a „niefani” tego gatunku nie mają po co do tych piosenek podchodzić. Tyle w temacie, bo po co dłużej drążyć…

- jesusatan




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz