sobota, 10 stycznia 2026

Recenzja Skulld „Abyss Calls to Abyss”

 

Skulld

„Abyss Calls to Abyss”

Time To Kill Rec. 2026

Wiele hybryd już w życiu słyszałem, a mimo to, nawet po trwającej niemal czterdzieści lat przygodzie z metalem, trafiają się zespoły, które potrafią mnie solidnie zaskoczyć. I wcale nie mówię tu o nowoczesnych wynalazkach, awangardach, czy wizjonerach. Tylko o mieszaniu podstawowej, każdemu znanej palecie barw. No, kurwa, kto z was wpadłby na to, żeby połączyć Bolt Thrower ze staroszkolnym, wkurwionym punkiem? Albo jestem w tej chwili tak najebany, że nie kojarzę faktów, albo podobnych wariacji jak żyję nie słyszałem. Dobra, od razu, żeby nie było, Skulld to nie jest łączeniem w proporcjach pięćdziesiąt do pięćdziesiąt, lecz dwa wymienione przed chwilą gatunku (odłamy) przewijają się na „Abyss Call to Abyss” najczęściej. Italiańcy tworzą silnie łatwopalną mieszankę, opartą na bardzo prostych, chwilami wręcz prymitywnych, akordach, z ciężkimi zwolnieniami, czy też najazdami pancernymi w stylu klasyków z Coventry. Serio, znajdziecie tu tyle nawiązań do Brytoli, że podobna ilość rodzynek w serniku niejednego przyprawiłaby o niepowstrzymany ślinotok przy samym tylko patrzeniu. Natomiast pozostała sernikowa masa w postaci klasycznego death metalu z lat dziewięćdziesiątych, z silną doprawką punkową, stanowią nie mniejszy smakołyk. Wyścigów o rekordy tutaj nie ma, całość obraca się w tempie średnim, ewentualnie nieco szybszym, ale to logiczne, skoro główną rolę na tym albumie odgrywają właśnie chwytliwe riffy. To w nich cała moc, i nikomu nitro nie jest w tym przypadku potrzebne. A ta huśtawka, prosto – ciężko – prosto – w chuj ciężko, nawet jeśli trochę schematyczna, jest w wykonaniu Skulld naprawdę niezła, stąd nie da się przy tych piosenkach nudzić. Pochwalić też muszę panią, która odpowiada tutaj za wokale, bo jeśli nie wspomagała się w kilku momentach jakimiś końskimi sterydami, to czapki z głów. Świetnie to brzmi, kosi niczym Kostucha we własnej osobie, a łeb można sobie od napierdalania niejednokrotnie ukręcić przy samej dupie. Z drugiej strony, nie jest to też album na miarę objawienia roku, jednak na tyle solidna rzecz, że niejednemu maniakowi majty spadną do kostek. Ode mnie pełna rekomendacja.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz