Scorching Tomb
„Ossuary”
Time To Kill 2025
Scorching Tomb pochodzą z Montrealu, i, podług
starego, dobrego zwyczaju, najpierw nagrali demo (a było to sześć lat temu),
następnie, EP-kę, split, by wreszcie nadszedł czas na pełnowymiarowy debiut.
Takim jest właśnie „Ossuary”, płyta zawierająca niemal pół godziny klasycznego,
oldskulowego death metalu. Skoro piszę, że oldskulowego, to już wiadomo, że
żadnych innowacji tutaj nie znajdziecie. W niczym to jednak nie wadzi,
zwłaszcza że te osiem kawałków to mocarne pierdolnięcie kafarem prosto w twarz.
I to wcale nie na najwyższych obrotach, bo Kanadyjczycy rozpędzają się nader
rzadko, zazwyczaj trzymając średnie tempo, i częściej wciskając pedał hamulca
niż gazu. Mówiąc konkretniej, albo bardziej porównawczo, materiał ten jest taką
wypadkową pomiędzy Cannibal Corpse, Internal Bleding i Skinless. Panowie mielą
bardzo gruboziarniście, niespiesznie, za to potężnie, często z pulsującymi
riffami, rzucającymi na glebę niczym bokser wagi ciężkiej. Gdy się przyjrzeć
bliżej, to najczęściej pojawiającym się schematem w kolejnych kompozycjach jest
chyba właśnie ten Kannibalowy, gdzie z tempa średniego przechodzimy w charakterystyczne
dla klasyków z Florydy nagłe przyspieszenie, acz dla przeciwwagi, za chwilę
następuje maksymalnie ciężkie pierdolnięcie na zwolnionych obrotach. Skoro o
Amerykanach, to nie sposób też nie wspomnieć o wokalach, podobnie jak u pana z
największym karkiem na scenie, tasujących głębokie odrzygi z wejściami w
rejestry wyższe, bardziej wrzaskliwe. Wracając do muzyki, to tu i tam przewinie
się jakiś d-beat, gdzie indziej wejdzie melodia mocno wzywająca do potupania
nóżką, jednak wszystko osadzone jest w jedynym prawionym śmierć metalowym
klimacie. Pod względem produkcji materiał ten spełnia wszelkie standardy lat,
do których twórcy bezpośrednio nawiązują, zatem można powiedzieć, iż wszystko
jest na swoim miejscu. Mając na uwadze, że podobnych wydawnictw ukazuje się co
miesiąc od cholery, albo jeszcze więcej, to „Ossuary”, kapkę bo kapkę, ale
ponad szarą przeciętność się wybija.
Dlatego też, jeśli macie ochotę na tego typu siermiężne łupanie, to jest spora
szansa, iż debiut Kanadoli wejdzie wam niczym nóż w podbrzusze. Z mojej strony
Scorching Tomb mają pełną rekomendację, bo w swojej szufladce na pewno jest to
granie z gatunku tych, które sprawdzić warto.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz