Orchid
Throne
„Buried
in Black”
Self-Release 2026
To
solowy projekt Nicholasa Bonsanto, który jest Amerykaninem, udzielającym się
również w innych kapelach o dość dużym rozstrzale gatunkowym. Po wielu latach
komponowania do szuflady, postanowił w końcu nagrać coś swojego. Wynikiem tego
jest „Buried in Black”, który zawiera siedem kawałków muzyki, w której przez
niemalże godzinę będą mogli się pławić niepoprawni pesymiści i melancholicy. To
54 minuty melodyjnego deta gotyckiego z domieszką metalu zagłady, podczas
których zalewani jesteśmy szeregiem form o znacznej ciężkości i dużym ładunku
smutku. Przygnębienie emocjonalne wyłazi tu z każdego wręcz akordu. Czy to jest
depresyjne plumkanie na klawiszach bądź gitarze akustycznej, czy to jest
wyładowanie egzystencjalnej frustracji podczas mocniejszych wybuchów, czy to są
monumentalne i atmosferyczne riffy, przytłaczające swym żałobnym usposobieniem.
Całość bardzo dobrze wyprodukowana i zmiksowana, raczy słuchacza soczystym
brzmieniem gitar i sowitą gęstością sekcji rytmicznej, które układają się w
muzykę o zróżnicowanej rytmice, takimże kostkowaniu i zmiennych tempach.
Podobnie jest na płaszczyźnie wokalnej, bo Nicholas potrafi idyllicznie i
boleśnie zaśpiewać, desperacko wrzeszczeć oraz posługiwać się głębokim growlem,
a wszystko w zależności od tego, na jakim etapie uczuciowym znajduje się dany
utwór. Z „Buried in Black” nieprzerwanie sączy się przygnębienie, wpędzające w
introspektywne wycieczki i uczucie niepokoju. To także obraz głębokiego
załamania nerwowego, lęku przed śmiercią oraz uczucia życiowej porażki, która
zmusza do zdefiniowania na nowo sensu egzystencji, aby wyrwać się z
dotychczasowej beznadziei. Debiutancka płyta Orchid Throne, jest sonicznym
krajobrazem wypełnionym przez ból i cierpienie, za pomocą którego Nicholas
Bonsanto wyrzuca z siebie uwierającą sinusoidę negatywnych emocji. Można lubić
ten typ metalu lub nienawidzić, ale trzeba przyznać, że Amerykanin za pomocą
tego gatunku doskonale oddał najgłębsze, współczesne lęki i ich dramatyczne konsekwencje,
nierzadko skutkujące różnego typu psychozami i samobójstwem. Jeśli lubicie taką
muzę, będzie to przyjemna podróż. Jeśli nie znosicie, wymioty gwarantowane.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz