środa, 21 stycznia 2026

Recenzja Orchid Throne „Buried in Black”

 

Orchid Throne

„Buried in Black”

Self-Release 2026

To solowy projekt Nicholasa Bonsanto, który jest Amerykaninem, udzielającym się również w innych kapelach o dość dużym rozstrzale gatunkowym. Po wielu latach komponowania do szuflady, postanowił w końcu nagrać coś swojego. Wynikiem tego jest „Buried in Black”, który zawiera siedem kawałków muzyki, w której przez niemalże godzinę będą mogli się pławić niepoprawni pesymiści i melancholicy. To 54 minuty melodyjnego deta gotyckiego z domieszką metalu zagłady, podczas których zalewani jesteśmy szeregiem form o znacznej ciężkości i dużym ładunku smutku. Przygnębienie emocjonalne wyłazi tu z każdego wręcz akordu. Czy to jest depresyjne plumkanie na klawiszach bądź gitarze akustycznej, czy to jest wyładowanie egzystencjalnej frustracji podczas mocniejszych wybuchów, czy to są monumentalne i atmosferyczne riffy, przytłaczające swym żałobnym usposobieniem. Całość bardzo dobrze wyprodukowana i zmiksowana, raczy słuchacza soczystym brzmieniem gitar i sowitą gęstością sekcji rytmicznej, które układają się w muzykę o zróżnicowanej rytmice, takimże kostkowaniu i zmiennych tempach. Podobnie jest na płaszczyźnie wokalnej, bo Nicholas potrafi idyllicznie i boleśnie zaśpiewać, desperacko wrzeszczeć oraz posługiwać się głębokim growlem, a wszystko w zależności od tego, na jakim etapie uczuciowym znajduje się dany utwór. Z „Buried in Black” nieprzerwanie sączy się przygnębienie, wpędzające w introspektywne wycieczki i uczucie niepokoju. To także obraz głębokiego załamania nerwowego, lęku przed śmiercią oraz uczucia życiowej porażki, która zmusza do zdefiniowania na nowo sensu egzystencji, aby wyrwać się z dotychczasowej beznadziei. Debiutancka płyta Orchid Throne, jest sonicznym krajobrazem wypełnionym przez ból i cierpienie, za pomocą którego Nicholas Bonsanto wyrzuca z siebie uwierającą sinusoidę negatywnych emocji. Można lubić ten typ metalu lub nienawidzić, ale trzeba przyznać, że Amerykanin za pomocą tego gatunku doskonale oddał najgłębsze, współczesne lęki i ich dramatyczne konsekwencje, nierzadko skutkujące różnego typu psychozami i samobójstwem. Jeśli lubicie taką muzę, będzie to przyjemna podróż. Jeśli nie znosicie, wymioty gwarantowane.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz