Citrinitas
„Unending
Descent”
Caligari Rec. 2026
Citrinitas to anonimowy twór z Finlandii. Dosłownie
tyle o nim wiadomo. No, może poza tym, że jego debiutanckie demo, zawierające
trzynaście minut muzyki, wyda końcem stycznia Caligari Records. A że label to,
przynajmniej w oczach określonej grupy odbiorców, także moich, uznany, to nie
wypadało tych piosenek nie sprawdzić. Piosenki są trzy, i bynajmniej nie są one
o miłości. Chyba że bardzo niespełnionej i tragicznej. Te kompozycje to w
zasadzie taka puszka nieszczęść, negatywnych emocji, depresji i niechęci do
życia. Muzycznie dźwięki te określić można jako mieszankę depresyjnego doom
metalu z domieszką death, i może kapką elementów blackmetalowych. Nie myślcie
sobie tylko, że to jakieś płaczliwe smuty, absolutnie! Przyznać muszę, że
muzyka Fina (mimo wszystko strzelam, że to solowy projekt) jest dość
oryginalna, a na pewno dziwna. Sposób w jaki muzyk skleja ze sobą poszczególne,
majaczące mu w głowie chorobliwe dźwięki, w jaki przelewa na pięciolinię swoje
udręki i nieszczęścia, jest niezwykle osobisty, powiedziałbym wręcz intymny. Jeśli
wczujecie się w płynące z głośników melodie, możecie doznać czegoś na kształt
stygmatów, z tym, że niekoniecznie pojawią się one na dłoniach i stopach, a w
miejscach, gdzie autora tych kompozycji zraniono najgłębiej. „Unending Descent”
to w pierwszej chwili pozycja niepozorna. Demówkowe brzmienie, niezbyt złożone
akordy, jakieś majaki wokalne, pełzające w tle odgłosy, rozpaczliwe harmonie…
No właśnie, z minuty na minutę robi się coraz ciekawiej, a oplatająca nas czerń
zaczyna przemawiać językami. To demo bardziej się czuje, niż się go po prostu
słucha. Wspomniałem o oryginalności… To też nie jest żadna awangarda, bo gdyby
pozbierać wszystkie klocki, to okaże się, iż niejeden już z nich budował.
Kwestią pozostaje jednak, jak budował, i jaki był efekt finalny. Nie będę kusił
się o dosłowne porównania do kogokolwiek, bo przy czterech odsłuchach tej
demówki już trzykrotnie zmieniałem na ten temat zdanie. Powiem wam jedynie, że
„Unending Descent” niesamowicie wciąga, intryguje, by po chwili śmiertelnie
zainfekować. Niezła rzecz. Naprawdę niezła.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz