środa, 28 stycznia 2026

Recenzja Citrinitas „Unending Descent”

 

Citrinitas

„Unending Descent”

Caligari Rec. 2026

Citrinitas to anonimowy twór z Finlandii. Dosłownie tyle o nim wiadomo. No, może poza tym, że jego debiutanckie demo, zawierające trzynaście minut muzyki, wyda końcem stycznia Caligari Records. A że label to, przynajmniej w oczach określonej grupy odbiorców, także moich, uznany, to nie wypadało tych piosenek nie sprawdzić. Piosenki są trzy, i bynajmniej nie są one o miłości. Chyba że bardzo niespełnionej i tragicznej. Te kompozycje to w zasadzie taka puszka nieszczęść, negatywnych emocji, depresji i niechęci do życia. Muzycznie dźwięki te określić można jako mieszankę depresyjnego doom metalu z domieszką death, i może kapką elementów blackmetalowych. Nie myślcie sobie tylko, że to jakieś płaczliwe smuty, absolutnie! Przyznać muszę, że muzyka Fina (mimo wszystko strzelam, że to solowy projekt) jest dość oryginalna, a na pewno dziwna. Sposób w jaki muzyk skleja ze sobą poszczególne, majaczące mu w głowie chorobliwe dźwięki, w jaki przelewa na pięciolinię swoje udręki i nieszczęścia, jest niezwykle osobisty, powiedziałbym wręcz intymny. Jeśli wczujecie się w płynące z głośników melodie, możecie doznać czegoś na kształt stygmatów, z tym, że niekoniecznie pojawią się one na dłoniach i stopach, a w miejscach, gdzie autora tych kompozycji zraniono najgłębiej. „Unending Descent” to w pierwszej chwili pozycja niepozorna. Demówkowe brzmienie, niezbyt złożone akordy, jakieś majaki wokalne, pełzające w tle odgłosy, rozpaczliwe harmonie… No właśnie, z minuty na minutę robi się coraz ciekawiej, a oplatająca nas czerń zaczyna przemawiać językami. To demo bardziej się czuje, niż się go po prostu słucha. Wspomniałem o oryginalności… To też nie jest żadna awangarda, bo gdyby pozbierać wszystkie klocki, to okaże się, iż niejeden już z nich budował. Kwestią pozostaje jednak, jak budował, i jaki był efekt finalny. Nie będę kusił się o dosłowne porównania do kogokolwiek, bo przy czterech odsłuchach tej demówki już trzykrotnie zmieniałem na ten temat zdanie. Powiem wam jedynie, że „Unending Descent” niesamowicie wciąga, intryguje, by po chwili śmiertelnie zainfekować. Niezła rzecz. Naprawdę niezła.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz