niedziela, 4 stycznia 2026

Recenzja Gravetaker „Sheer Lunacy”

 

Gravetaker

„Sheer Lunacy”

Iron Bonehead 2025

Dłuższą już chwile, z powodów różnych, nie zaglądałem do ogródka Żelaznej Główki, więc czas był najwyższy, żeby starych znajomych w końcu odwiedzić. Czy była by lepsza okazja niż bliżej mi nieznany zespół o kuszącej nazwie Gravetaker? Panowie pochodzą z Finlandii, i kilka dni temu puścili w świat swój debiutancki album, zdaniem labelu inspirowany miedzy innymi kultowym, uważanym przez niektórych za najlepszy materiał Darkthrone, „Soulside Journey”. Jak to zazwyczaj z nadmuchanymi sloganami bywa, o kant dupy sobie można owe porównanie rozbić, bowiem jeśli inspiracji najwcześniejszymi dokonaniami Fenriza i Nocturno Culto są na tym krążku obecne, to występują raczej w skali mikro. Co absolutnie nie znaczy, że skreślam „Sheer Lunacy” na starcie, wręcz przeciwnie. Przede wszystkim, jest to album na wskroś przesiąknięty starą szkołą. No zacznijmy choćby od brzmienia, które bardziej przypomina nagrania demo niż pełnometraż ze studia. Dla mnie klasyczne cudo, miód dla uszu, i co tam sobie jeszcze za wzór postawicie. Sama muza? Wspaniałości. Bynajmniej nie oklepany, niestrawny poprzez swoja melodyjność, black metal z Finlandii. Surowizna pełną gębą. Z przerywnikiem akustycznym pod koniec, ale jednak minimalizm. Klasyczny, surowy jak tatar black metal, oddający głębokie pokłony wielkim założycielom. Chwilami chaotyczny, nieokiełzany (jak w „Aberrations”), gdzie indziej bardziej poukładany, choć nadal dziki i wkurwiony (choćby „Thresholds”). Jednak przez cały czas niesamowicie złowieszczy i rdzennie zainfekowany Diabłem. Poza samym riffowaniem, które miejscami swoja dzikością nawiązuje (No dobra, delikatnie, bo poziomu mistrzów nie osiąga) do Omegavortex, nie sposób nie odnieść się do wokali, będących tak samo szalonymi jak podkład muzyczny. Nie ma w nich co prawda ekstremy pod tytułem „zdzieranie gardła do krwi” a’la Grishnackh, bardziej przypominają silny śpiew, ale z taka zawziętością, że można faktycznie poczuć oddech Szatana na karku. Nikt tu sztuki na nowo nie wymyśla, nikt nie szuka nowych ścieżek. A mimo to „Sheer Lunacy” jest materiałem absolutnie wartym uwagi, zwłaszcza dla maniaków starej szkoły black metalu. Metalowa Główka z Kości nadal dobrze pracuje. Co tu dużo gadać, sprawdzona firma.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz