piątek, 23 stycznia 2026

Recenzja Ligation „After Gods”

 

Ligation

„After Gods”

Personal Records 2026

Ligation jest kapelą z Helsinek, gdzie powstała w 2022 roku. Od tamtego czasu wystąpiła na dwóch splitach, ale teraz pojawia się znowu, aby zaprezentować swój debiutancki album. Zawiera on pięć nowych kawałków plus trzy z tych wcześniejszych, mniejszych wydawnictw, co ma kluczowe znaczenie dla obrazu całości „After Gods”. Te świeże utwory, stanowiące trzon tej płyty, to eksperymentalnie potraktowany death metal, który tak naprawdę poprzez luźne zestawienie go z innymi i nie zawsze przystającymi do niego formami, wymyka się jakiejkolwiek kategoryzacji. Gatunek ten, ci trzej Finowie mieszają tutaj z elementami znanymi ze sludge, gothic i doom metalu. Do tego dodają sporo pierwiastków noisu, dark ambientu oraz post-punka, a także odrobinę wtrętów w stylu gore. Panowie w ogóle nie dbają o płynne połączenie między tymi gatunkami, co skutkuje eksperymentalną muzą, która momentami przypomina szaloną improwizację o wysokim stopniu nieprzewidywalności. Poszczególne gatunki składowe każdej kompozycji pojawiają się nagle. Wyobraźcie sobie, że słuchacie mrocznego i gęstego death metalu, który nagle zamienia się w uwierający hałas, aby bez żadnego ostrzeżenia przejść w melodyjne, gotyckie rejony lub awangardowe, improwizacyjne uderzenia, ni stąd ni zowąd wyciszane za pomocą syntezatorowych, nastrojowych pasaży. Do wszystkiego dorzućcie trochę industrialnych rytmów i doomowych, chwilami wręcz funeralnych odjazdów oraz dźwięków saksofonu. Z całości płynie cała gama emocji i przeróżnej atmosferyczności, i odznacza się nieokiełznanym charakterem, który zaskakuje mnogością osobowości. Ligation w tej odsłonie może mocno przypominać Pan.Thy. Monium, tyle że w bardziej niekonwencjonalnym akcie, który niesie ze sobą brutalne zestawienie różnych, ekstremalnych i zupełnie nieprzenikających się brzmień. Owocuje to schizofreniczną muzyką, która fragmentarycznie jest do przyjęcia, lecz jako całość nie do końca zrozumiała. Nie da się jednak odmówić „After Gods” brutalności, upiorności i wielowymiarowości, które zrodziła daleko posunięta wolność twórcza Finów jak i ich wszechstronna wyobraźnia. Płytę kończą wspomniane trzy numery ze splitów, które wyraźnie odstają od pozostałych, ponieważ są dużo spójniejsze, gdyż Ligation tworząc je, skupili się bardziej na mariażu death i doom metalu, który urozmaicili o dźwięki saksofonu i trochę awangardowych odjazdów. Twórczość tego tercetu w tej wczesnej wersji leży mi dużo lepiej niż „After Gods”, ale sprawdźcie i wybierzcie sami.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz