Barbarian
„Reek
of God”
Dying
Victims Productions 2026
Być
może, że znacie włoski Barbarian, bo ja nie, a tych trzech panów gra już
ładnych parę lat. Właśnie pojawił się ich szósty album, zawierający oprócz
intra i outra dziesięć numerów swoistej mieszanki thrash, black i heavy metalu.
Osobiście, przy pierwszym odsłuchu miałem mieszane odczucia, ale po kolei. Jeżeli
chodzi o pierwiastek poczernionego thrashu, to jest nawet ciekawie, choć riffom
brakuje nieco siły rażenia, lecz są momenty, że poszczególne zwolnienia niosą
ze sobą sporo klimatu. Podobnie jest w przypadku niektórych galopad, które
nawet nieźle bujają. Fajny też jest ten vibe, który mocno zalatuje Celtic Frost
i w ogóle latami osiemdziesiątymi, ponieważ sporo w tutejszych akordach słychać
zapożyczeń i można mieć wrażenie, że chwilami dostajemy zlepek utworów
złożonych z patentów jakimi raczył nas szereg kapel z tamtego okresu. Zatem
wszystko jakby bangla, ale tylko do momentu, kiedy Barbarian postanawia użyć
nieco melodyjniejszych i heavy metalowych form, które przypominają Running
Wild. Tutaj właśnie Włosi łapią zadyszkę, gdyż te wycieczki brzmią dziwnie w
zestawieniu z resztą tego materiału, chociaż kilka klasycznych solówek wyraźnie
pachnie Motörhead, a to bardzo mi się podoba. Pomimo kilku zgrzytów odbiór
„Reek of God” uważam za pozytywny, choć na kolana nie powala, lecz jest w tej
muzyce, coś co do niej mnie przyciąga. Chodzi mi o pewien specyficzny klimat
jaki zsyła ta płyta, bo sporo w niej brudu i naturalizmu. Może odrobinę jest
typowa i poprzez powielanie schematów nijaka. Może jest skomponowana według
określonych schematów, co ma wywołać jakiś tam skutek i być niejako ukłonem w
kierunku czystego, metalowego grania podobnie jak na ostatnich wydawnictwach
Darkthrone. Jednakże brzmienie „Reek of God”, jego prostota i encyklopedyczność
robią mi naprawdę dobrze i nie działają usypiająco jak wspomniani Norwedzy.
Sprawdźcie, krzywdy nie będzie.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz