niedziela, 25 stycznia 2026

Recenzja Lone Wanderer „Exaquiae”

 

Lone Wanderer

„Exaquiae”

High Roller Rec. 2026

Coś tak się jakoś stęskniłem za gatunkiem zwanym funeral doom. Nie wiem, czy tak zadziałała aura za oknem, czy może w nieco bardziej depresyjny nastrój wprowadziła mnie demówka Citrinitas, choć w sumie obok funeral doom to ona nawet nie leżała. No mniejsza o powody, efekt był taki, że sięgnąłem sobie po nowy album niemieckiego Lone Wanderer, bo akurat był pod ręką. Zespół istnieje już ponad dziesięć lat, a „Exaquiae” jest ich trzecim dużym wydawnictwem. Dużym… Raczej powinienem powiedzieć „długim”, bo pięć zawartych na tym krążku kompozycji trwa razem siedemdziesiąt trzy minuty. Na początek mamy dwudziestoczterominutowca „To Rest Eternally”, który w zasadzie jest podsumowaniem gatunku. Bo i tytuł niezwykle adekwatny, i wszelkie użyte podczas tej małej podróży środki. Powolne tempa, ciągnące się masywne akordy, przytłaczający ciężar, akustyczne przystanki i grobowy growl. A wszystko to zatopione w posępnych dźwiękach, niosących nas niczym ciało nieboszczyka w trumnie, ku ostatecznemu pożegnaniu. Ten numer, zresztą jak i cała płyta, nie ma w sobie kszty innowacji czy oryginalności. Posiada natomiast zasadniczy walor, jakim jest jakość. Obawiałem się, że ostatecznie „Exaquiae” mnie zmęczy, że będę miał go dość już po czterdziestu minutach (jak to często z płytami z tego gatunku u mnie bywa), ale nie! Trzeba przyznać, że Niemcy doskonale potrafią budować  ową pogrzebową atmosferę tak, by nie popaść w banał, nie zeżreć własnego ogona i nie wywoływać niepowstrzymanego ziewania. Ten album ma swój klimat, jest bardzo dokładnie wyważony i przemyślany. I nawet jeśli oparty został na sprawdzonych recepturach, to nadal jest tak samo gorzki jak klasyczne wywary Thergothon czy Mournful Congregation, bo z tymi dwoma zespołami Lone Wanderer chyba kojarzy mi się najbardziej. Co by zatem nie przedłużać. Funeral doom jaki jest każdy wie. Jeśli macie ochotę na dawkę pesymistycznego ciężaru w tempie ślimaczym, to sięgajcie po nowy Lone Wanderer bez wahania. W swoim gatunku jest to bowiem album zdecydowanie wart polecenia.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz