Lone
Wanderer
„Exaquiae”
High Roller Rec. 2026
Coś tak się jakoś stęskniłem za gatunkiem zwanym
funeral doom. Nie wiem, czy tak zadziałała aura za oknem, czy może w nieco
bardziej depresyjny nastrój wprowadziła mnie demówka Citrinitas, choć w sumie
obok funeral doom to ona nawet nie leżała. No mniejsza o powody, efekt był
taki, że sięgnąłem sobie po nowy album niemieckiego Lone Wanderer, bo akurat
był pod ręką. Zespół istnieje już ponad dziesięć lat, a „Exaquiae” jest ich
trzecim dużym wydawnictwem. Dużym… Raczej powinienem powiedzieć „długim”, bo
pięć zawartych na tym krążku kompozycji trwa razem siedemdziesiąt trzy minuty.
Na początek mamy dwudziestoczterominutowca „To Rest Eternally”, który w
zasadzie jest podsumowaniem gatunku. Bo i tytuł niezwykle adekwatny, i wszelkie
użyte podczas tej małej podróży środki. Powolne tempa, ciągnące się masywne
akordy, przytłaczający ciężar, akustyczne przystanki i grobowy growl. A
wszystko to zatopione w posępnych dźwiękach, niosących nas niczym ciało
nieboszczyka w trumnie, ku ostatecznemu pożegnaniu. Ten numer, zresztą jak i
cała płyta, nie ma w sobie kszty innowacji czy oryginalności. Posiada natomiast
zasadniczy walor, jakim jest jakość. Obawiałem się, że ostatecznie „Exaquiae”
mnie zmęczy, że będę miał go dość już po czterdziestu minutach (jak to często z
płytami z tego gatunku u mnie bywa), ale nie! Trzeba przyznać, że Niemcy
doskonale potrafią budować ową
pogrzebową atmosferę tak, by nie popaść w banał, nie zeżreć własnego ogona i
nie wywoływać niepowstrzymanego ziewania. Ten album ma swój klimat, jest bardzo
dokładnie wyważony i przemyślany. I nawet jeśli oparty został na sprawdzonych
recepturach, to nadal jest tak samo gorzki jak klasyczne wywary Thergothon czy
Mournful Congregation, bo z tymi dwoma zespołami Lone Wanderer chyba kojarzy mi
się najbardziej. Co by zatem nie przedłużać. Funeral doom jaki jest każdy wie.
Jeśli macie ochotę na dawkę pesymistycznego ciężaru w tempie ślimaczym, to
sięgajcie po nowy Lone Wanderer bez wahania. W swoim gatunku jest to bowiem
album zdecydowanie wart polecenia.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz