sobota, 31 stycznia 2026

Recenzja Morrath „Obscure Abominations”

 

Morrath

„Obscure Abominations”

Necroscope Blasphemia 2026

Od czasu wydania debiutanckiego krążka Morrath minęły niemal trzy lata. Czas był zatem najwyższy, by przypomnieć o swoim istnieniu, czyli dać wszystkim umówiony znak, sygnał. Takim jest nowa EP-ka zespołu, sygnowana logiem Necroscope Blasphemia. Krótki to materiał, bowiem trwający niewiele ponad kwadrans. Przynajmniej jeśli nie liczymy bonusów w postaci utworów live (z zeszłorocznego splitu z Leprozorium), które są tu moim zdaniem potrzebne jak świni siodło. U Morrath zasadniczo niewiele się zmieniło. To znaczy, zmienił się wioślarz, ale muzycznie zespół cały czas obraca się w klimatach amerykańskiego death metalu. I to z całym spektrum tegoż kontynentu. Dla przykładu, na samym starcie „Gospel of Heretics” usłyszymy riff bardzo w klimatach Death, z tego wcześniejszego okresu. „Human Eradication” przepleciony jest akordem charakterystycznym dla Immolation, a kończy się, w bardzo efektowny sposób, Azagthothową solówką. Zresztą Morbidów na tym EP-ku jest chyba najwięcej, zwłaszcza takich z okresu „Covenant” i „Gateways to Annihilation”. Wspomniane odskoki, podobnie jak Incantation’owy otwieracz w „Blasphemy Reigns” (Widzicie? Nawet w tytułach pojawia się fascynacja sceną rzeczonego kontynentu), podaję celowo, żeby nie było, że te nagrania to tylko i  wyłącznie Morbid Angel wanna be. Choć, szczerze mówiąc, czasem Morrath niebezpiecznie zbliżają się do cytatów dosłownych z mistrzów gatunku, jak choćby we wspomnianym „Blasphemy Reigns”, gdzie, w środkowej części można odnieść wrażenie, jakby słuchało się półcoveru „Rapture”. No dobra, porównania i porównania, wytykanie palcem, ale nie zmienia to faktu, że ten Morrathowy Morbid Angel jest naprawdę zajebisty. Tak jak „Centuries of Blindness” napawał nadzieją, tak te trzy nowe numery (przeplecione katedralnym instrumentalem) to jest naprawdę kosa! I mam cholerny niedosyt, i chcę więcej, bo widać, że chłopaki rozwijają się w bardzo dobrym kierunku. Bo gdy się gra tak cholernie dobry death metal, to naprawdę można mieć w dupie oryginalność. Bardzo dobre są tutaj wokale, mocny growl bez przesadnego kombinowania, do brzmienia zastrzeżeń też nie zgłaszam… Kurwa, nic tylko słuchać. A że materiał to krótki, to zanim się obejrzycie, przeleci z cztery razy, uwije sobie gniazdko w waszej korze mózgowej i za chuj go nie wypędzicie. Bardzo dobra EP-ka, po której czekam na następny pełnowymiarowy album jeszcze bardziej niż dotychczas.

- jesusatan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz