piątek, 2 stycznia 2026

Recenzja Putridarium „Natvm ad Mortem”

 

Putridarium

„Natvm ad Mortem”

Night Terrors Rec. 2025

Z obozu Putridarium, zespołu, w którym udzielają się muzycy maczający paluchy także w takich projektach jak Nekus, Into Coffin czy Barbaric Oath, napłynęły w ostatnim czasie dwie dobre wiadomości. Pierwsza jest taka, że debiut Niemców, zachwalany zresztą w tym miejscu kilka miesięcy temu, wznowi na rynek europejski nasza rodzima Selfmadegod Records. Druga, jeszcze lepsza, jest taka, że zaraz na początku roku otrzymamy za pośrednictwem Night Terrors Records świeżutką EP-eczke. Niby tylko dwa numery, niecałe trzynaście minut, ale osobiście lubię takie pomniejsze wydawnictwa. Tym bardziej jeśli są tak solidną przystawką jak „Natvm ad Mortem”. Jak „mortem” w tytule, to wiadomo, że śmierć w muzyce. Jeśli ktoś nie spotkał się wcześniej z twórczością Putridarium, to spieszę zakomunikować, iż panowie grają tradycyjny, staroszkolny death metal, mocno na amerykańską modłę (zdecydowanie mniej w tym przypadku zainfekowanym twórczością ze starego kontynentu, w porównaniu z debiutem). A jak mówimy „amerykańską”, to, precyzując, mam na myśli takie klasyczne akty jak Autopsy, Disma czy Cianide. Zresztą ta ostatnia nazwa to nie przypadek, bowiem w drugim kawałku na tej EP-ce, „Death Metal Warriors”,  pojawił się gościnnie Mike Perun. Te dwa numery to przede wszystkim nie chwytliwe riffy, tradycyjne aranże na zasadzie zwrotka – refren – zwrotka, tylko przygniatający ciężar, zatykający oddech na podobnej zasadzie co odma płucna. Putridarium mielą powoli, co najwyżej w średnim tempie, natomiast każdy ich akord jest na poziomie wagi ciężkiej. Można to poniekąd przyrównać do gier komputerowych typu role play, gdzie można, albo napierdalać oponentów z łuku z szybkością światła, albo przyjebać raz, a porządnie,  golemem, i pozamiatać połowę towarzystwa. „Natvm ad Mortem” to muzyczne, cuchnące zgnilizną bagno, kompletnie zasyfione, wciągające powolnie, ale bezlitośnie. Jednocześnie stojące w totalnej opozycji do współczesnych trendów, będące jedyną, prawioną ścieżką, którą death metal powiem kroczyć. Ścieżką starej szkoły. Nie oczekujcie od tego wydawnictwa czegokolwiek, co nie zostało już wcześniej zagrane, bo tego tu nie znajdziecie. Znajdziecie natomiast śmierć pod dobrze znaną, może i nawet oklepaną, tradycyjną postacią. Ja gnijące zwłoki z tego grobowca wpierdalam jak pojebany, bo uwielbiam tego rodzaju smaki. I doskonale zdaję sobie sprawę, że mi podobnych jest więcej. Życzę im zatem smacznego.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz