Putridarium
„Natvm ad Mortem”
Night Terrors Rec. 2025
Z obozu Putridarium, zespołu, w którym udzielają się
muzycy maczający paluchy także w takich projektach jak Nekus, Into Coffin czy
Barbaric Oath, napłynęły w ostatnim czasie dwie dobre wiadomości. Pierwsza jest
taka, że debiut Niemców, zachwalany zresztą w tym miejscu kilka miesięcy temu,
wznowi na rynek europejski nasza rodzima Selfmadegod Records. Druga, jeszcze
lepsza, jest taka, że zaraz na początku roku otrzymamy za pośrednictwem Night
Terrors Records świeżutką EP-eczke. Niby tylko dwa numery, niecałe trzynaście
minut, ale osobiście lubię takie pomniejsze wydawnictwa. Tym bardziej jeśli są
tak solidną przystawką jak „Natvm ad Mortem”. Jak „mortem” w tytule, to
wiadomo, że śmierć w muzyce. Jeśli ktoś nie spotkał się wcześniej z twórczością
Putridarium, to spieszę zakomunikować, iż panowie grają tradycyjny,
staroszkolny death metal, mocno na amerykańską modłę (zdecydowanie mniej w tym
przypadku zainfekowanym twórczością ze starego kontynentu, w porównaniu z
debiutem). A jak mówimy „amerykańską”, to, precyzując, mam na myśli takie
klasyczne akty jak Autopsy, Disma czy Cianide. Zresztą ta ostatnia nazwa to nie
przypadek, bowiem w drugim kawałku na tej EP-ce, „Death Metal Warriors”, pojawił się gościnnie Mike Perun. Te dwa
numery to przede wszystkim nie chwytliwe riffy, tradycyjne aranże na zasadzie
zwrotka – refren – zwrotka, tylko przygniatający ciężar, zatykający oddech na
podobnej zasadzie co odma płucna. Putridarium mielą powoli, co najwyżej w
średnim tempie, natomiast każdy ich akord jest na poziomie wagi ciężkiej. Można
to poniekąd przyrównać do gier komputerowych typu role play, gdzie można, albo
napierdalać oponentów z łuku z szybkością światła, albo przyjebać raz, a
porządnie, golemem, i pozamiatać połowę
towarzystwa. „Natvm ad Mortem” to muzyczne, cuchnące zgnilizną bagno,
kompletnie zasyfione, wciągające powolnie, ale bezlitośnie. Jednocześnie
stojące w totalnej opozycji do współczesnych trendów, będące jedyną, prawioną
ścieżką, którą death metal powiem kroczyć. Ścieżką starej szkoły. Nie
oczekujcie od tego wydawnictwa czegokolwiek, co nie zostało już wcześniej
zagrane, bo tego tu nie znajdziecie. Znajdziecie natomiast śmierć pod dobrze
znaną, może i nawet oklepaną, tradycyjną postacią. Ja gnijące zwłoki z tego
grobowca wpierdalam jak pojebany, bo uwielbiam tego rodzaju smaki. I doskonale
zdaję sobie sprawę, że mi podobnych jest więcej. Życzę im zatem smacznego.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz