Unchosen
Ones
„Divine
Power Flowing”
Independent 2026
Jeśli
lubicie lżejsze brzmienia, to śmiało sięgajcie po Unchosen Ones. Jest to
hiszpańska kapela, która powstała w 2020 roku i właśnie wraca ze swoją drugą
płytą. Jej zawartość to dziewięć numerów, które płyną zwiewnie przez niemalże
trzy kwadranse. Hiszpanie grają melodyjny heavy metal z mocnym pierwiastkiem
rocka, co nadaje ich rzępoleniu niebywałej lekkości. To tak naprawdę radiowe
bądź telewizyjne granie, które jawi się trochę jako sporo cięższy i
nowocześniejszy Europe. Panowie napierdalają w zmiennych tempach, zapodając
chwytliwe riffy, takowe solówki i łatwo wpadające w ucho refreny. Szybko,
średnio, trochę kostkowania na tłumionych strunach i awangardowych zagrywek. Do
tego dokładają mnóstwo doskonale wpasowanych, syntezatorowych pasaży i idealnie
dobranych, czystych wokaliz, które niejedną niewiastę albo geja sprowadzą na
manowce. Energiczności i bombastyczności tu nie brakuje, a wszystko buduje
mieszanka klasycznego heavy z entuzjastycznie zagranym rock’n’rollem, która
wkręca się bez problemu i pomimo popowego wydźwięku potrafi przyciągnąć do
siebie uwagę. Muzyka w wykonaniu Unchosen Ones jest porywająca i melodyjna, ale
potrafi zadziwić cięższymi i nieco dzikszymi wybuchami w towarzystwie
galopującej perkusji i pulsującego basu. Miejscami zabiera w melancholijne
rejony za sprawą doomowych naleciałości w tradycyjnym stylu, momentami porywa
do tańca, żeby w innych chwilach przygnieść jakimś majestatycznym akordem. Może
to typowe dla lżejszych form granie, ale nie do końca banalne. Wiele można
znaleźć na „Divine Power Flowing” interesujących rozwiązań i jeśli tylko ktoś
chcę, to również dużo radochy z odsłuchu. Raczej dla fanów miękkiego i
przyjemnego dla ucha heavy-rocka, ale kto wie? Może niejednemu sataniście się
też spodoba. Żeby było jasne, mi się nie podoba.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz