piątek, 30 stycznia 2026

Recenzja Unchosen Ones „Divine Power Flowing”

 

Unchosen Ones

„Divine Power Flowing”

Independent 2026

Jeśli lubicie lżejsze brzmienia, to śmiało sięgajcie po Unchosen Ones. Jest to hiszpańska kapela, która powstała w 2020 roku i właśnie wraca ze swoją drugą płytą. Jej zawartość to dziewięć numerów, które płyną zwiewnie przez niemalże trzy kwadranse. Hiszpanie grają melodyjny heavy metal z mocnym pierwiastkiem rocka, co nadaje ich rzępoleniu niebywałej lekkości. To tak naprawdę radiowe bądź telewizyjne granie, które jawi się trochę jako sporo cięższy i nowocześniejszy Europe. Panowie napierdalają w zmiennych tempach, zapodając chwytliwe riffy, takowe solówki i łatwo wpadające w ucho refreny. Szybko, średnio, trochę kostkowania na tłumionych strunach i awangardowych zagrywek. Do tego dokładają mnóstwo doskonale wpasowanych, syntezatorowych pasaży i idealnie dobranych, czystych wokaliz, które niejedną niewiastę albo geja sprowadzą na manowce. Energiczności i bombastyczności tu nie brakuje, a wszystko buduje mieszanka klasycznego heavy z entuzjastycznie zagranym rock’n’rollem, która wkręca się bez problemu i pomimo popowego wydźwięku potrafi przyciągnąć do siebie uwagę. Muzyka w wykonaniu Unchosen Ones jest porywająca i melodyjna, ale potrafi zadziwić cięższymi i nieco dzikszymi wybuchami w towarzystwie galopującej perkusji i pulsującego basu. Miejscami zabiera w melancholijne rejony za sprawą doomowych naleciałości w tradycyjnym stylu, momentami porywa do tańca, żeby w innych chwilach przygnieść jakimś majestatycznym akordem. Może to typowe dla lżejszych form granie, ale nie do końca banalne. Wiele można znaleźć na „Divine Power Flowing” interesujących rozwiązań i jeśli tylko ktoś chcę, to również dużo radochy z odsłuchu. Raczej dla fanów miękkiego i przyjemnego dla ucha heavy-rocka, ale kto wie? Może niejednemu sataniście się też spodoba. Żeby było jasne, mi się nie podoba.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz