Satan’s
Hammer
„El
Despertar de Satan”
Iron, Blood and Death Corporation 2025
To
świeża kapela z Kolumbii, choć jej członkowie udzielają się w kilku innych
zespołach tamtej sceny, które tworzą nie od dziś. Jako Satan’s Hammer panowie
grają, jak mniemam jakieś pięć lat, bo w 2020 roku wydali epkę. Zeszłej jesieni
wyszedł ich debiutancki album „El Despertar de Satan”, zawierający dziewięć
numerów satanicznego thrash metalu, który można porównać do poczynań wczesnej
Sepultury lub Vulcano. Jednakże ten materiał jest dużo czyściejszy od
ówczesnych nagrań tych brygad, ale czasy też są już inne. Kolumbijczycy szyją w
zmiennych tempach, oferując szybkie biczowanie, trochę rytmicznego kostkowania
w średniej agogice i dzikich solówek. Wszystko zapodane na twardych i
zgrzytliwych gitarach, których metaliczny przester mógłby być wzorem dla sporej
ilości współczesnych twórców thrash i black metalu. Wiosłom towarzyszy, dbający
o właściwe doły bas wraz z surową perkusją. Całość brzmi dość surowo pomimo
krystalicznej produkcji, która w tym przypadku nie jest niczym rażącym,
ponieważ dzięki temu przykładnie kaleczy uszy i powoduje mały ból głowy. Nic w
tym złego, gdyż nie ma być tutaj przyjemnie dla przypadkowego odbiorcy, bowiem
muzyka Satan’s Hammer skierowana jest przede wszystkim dla lubujących się w
klasycznej, diabelskiej rozpierdusze, którą podkreślają wrzaskliwe wokalizy i
szaleńcze zaangażowanie grajków w jej uskutecznianiu. To prosta i szorstka
muzyka, o satanistycznym przesłaniu, która korzystając z fundamentalnych
wzorców, zalewa słuchacza spazmatycznie uderzającymi dźwiękami. Snuje się z niej
czysty kult diabła i przemożna chęć torturowania, lecz nie tylko, bo trochę
klimatycznych i rytualnych momentów również potrafi dostarczyć. Dziko, bez
udziwnień i z charyzmą, którą uwypuklają hiszpańskojęzyczne teksty i tradycyjny
w stu procentach sposób na metalowe rzępolenie. Typowe ujęcie dla Ameryki
Południowej, nic więcej w tej kwestii chyba dodawać nie trzeba.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz