poniedziałek, 5 stycznia 2026

Recenzja Scrüda „Extreme Speed Violence”

 

Scrüda

„Extreme Speed Violence”

Godz ov War 2026

Extreeeeme - speeeed - violeeenceeeee! Takim okrzykiem, stanowiącym jednocześnie tytuł nowej EP-ki Skrjudy, rozpoczyna się to wydawnictwo. Wydawnictwo bardzo krótkie, bowiem nie dobiegające czasowo nawet do dziesięciu minut, ale za to bardzo konkretne. To sześć szybkich strzałów w pysk. Prymitywnych, opartych na prostolinijnym riffowaniu, rodem ze złotej ery punka, zabarwionej blackmetalowy sznytem, i może kapką rock’and’rolla w ostrzejszym wydaniu. Zresztą jeden chuj, jakich gatunków się w tej muzyce doszukamy. Chłopaki są grajkami z gatunku „jedziemy ile fabryka dała”. W ich twórczości ciężko dopatrywać się jakichkolwiek technicznych wygibasów. Co ja mówię, wygibasów… Tutaj każdy akord jest ciężko ciosany, raczej maczetą niż skalpelem. Elokwencji w tych nagraniach tyle, co krasomówstwa w przemówieniach Trumpa. I w sumie jest to chyba bardzo odpowiednie porównanie, bo mógłbym powiedzieć stylem „Pomarańczowego” – kto napierdala, ten napierdala, a kto nie napierdala, ten nie napierdala. Scrüda napierdalają! Tworząc przy tym atmosferę idealną do totalnego szaleństwa. Przy takich numerach jak… a co ja będę wyliczał wszystkie sześć… Przy każdym z tej EP-y, ludzie powinni się totalnie pozabijać pod sceną. A potem jeszcze wyjść na zewnątrz i podpalić połowę miasta, w którym owa imba miałaby miejsce. Nie będę się rozpływał nad wściekłym wokalem, szorstkim brzmieniem, bo ogólny zarys tego, co na „Extreme Speed Violence” już macie, i chyba nikomu nie potrzebne dalsze instrukcje. Krótki materiał, to i krótki tekst. Dla mnie kwintesencja muzyki ekstremalnej będącej wysokopalnym crossoverem. Sylwestrowe fajerwerki to przy tym dziecinna zabawka. Ja tą kasetę chcę na półce! I będę często używał jak przyjdą goście. Wpierdol jak ta lala.

- jesusatan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz