Scrüda
„Extreme Speed Violence”
Godz ov War 2026
Extreeeeme - speeeed - violeeenceeeee! Takim
okrzykiem, stanowiącym jednocześnie tytuł nowej EP-ki Skrjudy, rozpoczyna się
to wydawnictwo. Wydawnictwo bardzo krótkie, bowiem nie dobiegające czasowo
nawet do dziesięciu minut, ale za to bardzo konkretne. To sześć szybkich
strzałów w pysk. Prymitywnych, opartych na prostolinijnym riffowaniu, rodem ze
złotej ery punka, zabarwionej blackmetalowy sznytem, i może kapką
rock’and’rolla w ostrzejszym wydaniu. Zresztą jeden chuj, jakich gatunków się w
tej muzyce doszukamy. Chłopaki są grajkami z gatunku „jedziemy ile fabryka
dała”. W ich twórczości ciężko dopatrywać się jakichkolwiek technicznych wygibasów.
Co ja mówię, wygibasów… Tutaj każdy akord jest ciężko ciosany, raczej maczetą
niż skalpelem. Elokwencji w tych nagraniach tyle, co krasomówstwa w
przemówieniach Trumpa. I w sumie jest to chyba bardzo odpowiednie porównanie,
bo mógłbym powiedzieć stylem „Pomarańczowego” – kto napierdala, ten napierdala,
a kto nie napierdala, ten nie napierdala. Scrüda napierdalają! Tworząc przy tym
atmosferę idealną do totalnego szaleństwa. Przy takich numerach jak… a co ja
będę wyliczał wszystkie sześć… Przy każdym z tej EP-y, ludzie powinni się
totalnie pozabijać pod sceną. A potem jeszcze wyjść na zewnątrz i podpalić
połowę miasta, w którym owa imba miałaby miejsce. Nie będę się rozpływał nad
wściekłym wokalem, szorstkim brzmieniem, bo ogólny zarys tego, co na „Extreme
Speed Violence” już macie, i chyba nikomu nie potrzebne dalsze instrukcje.
Krótki materiał, to i krótki tekst. Dla mnie kwintesencja muzyki ekstremalnej
będącej wysokopalnym crossoverem. Sylwestrowe fajerwerki to przy tym dziecinna
zabawka. Ja tą kasetę chcę na półce! I będę często używał jak przyjdą goście. Wpierdol
jak ta lala.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz