niedziela, 18 stycznia 2026

Recenzja Fossilization „Advent of Wounds”

 

Fossilization

„Advent of Wounds”

Everlasting Spew Rec. 2026

Półtora roku po wydaniu debiutanckiego “Leprous Daylight”, brazylijscy gruzownicy powracają z drugim albumem. Po raz kolejny mamy tutaj około trzydziestu pięciu minut samego gęstego w najlepszym wydaniu. Trochę nie rozumiem malkontentów narzekających na wspomniany debiut, głównie w zestawieniu z wcześniejszą EP-ką. Moim zdaniem była to w prostej linii, niczym nie ustępująca najwcześniejszym nagraniom, kontynuacja i rozwijanie własnego stylu. Podobnie rzecz ma się z „Advent of Wounds”. To cały czas ten sam odłam śmierć metalu, z niewielkim jedynie przemieszaniem poszczególnych części składowych. Analizowanie tych nagrań w stosunku jeden do jednego, czy aptekarska analiza, mija się z celem i byłaby klasycznym mierzeniem zawartości cukru w cukrze. Ilość gruzy w nagraniach Fossilization jest na tyle wysoka, że nie jestem się w stanie spod niej odkopać. Nie powiem przy okazji nic odkrywczego. Bo w rzeczy samej, Brazylijczycy grają muzykę opartą na wspaniałych wzorcach wspaniałych zespołów. Po co analizować, czy więcej tu tym razem Phobocosm niż Immolation, czy może tym razem panowie zapatrzyli się mocniej w Dead Congregation, sporo harmonie kojarzące się z tymi zespołami i tak są do siebie podobne, a jednak każdy z nich nieco się od siebie różni. Tak samo jak Fissilization, którzy mieszając ciężar z melodią, przeplatając fragmenty blastujące miażdżącymi zwolnieniami, raz uderzając bezpośrednim riffem, by za chwilę zahipnotyzować zapętlonym motywem, stworzyli również coś własnego. Coś, co możemy śmiało postawić w jednym szeregu ze wspomnianymi przed chwilą klasykami. W tych nagraniach jest tyle mrocznego klimatu, tyle odoru pleśni i zgnilizny, tyle mocarnych harmonii, że nie da się zaprzeczyć, iż jest to najwyższy poziom rozgrywek. Ktoś powie, że brzmienie jest nieco przymulone? No bo jest, ale akurat dla mnie to zaleta a nie wada, bo to nie jest, do cholery, szpital! Że wokal monotonny? Wspaniale. Brzmi przez to jak dobiegający z krypty charkot ghoula, idealnie wpisując się w całość. Moim zdaniem Brazylijczycy nagrali najlepszy do tej pory materiał, a że odsłuchałem go już kilkanaście razy, i nabrałem dystansu, to będę się przy swojej opinii upierał. Premiera jakoś za miesiąc, czyli już za momencik. Zaznaczcie sobie jej dzień w kalendarzy, żeby czasem nie przeoczyć.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz