Fossilization
„Advent of Wounds”
Everlasting Spew Rec. 2026
Półtora roku po wydaniu debiutanckiego “Leprous
Daylight”, brazylijscy gruzownicy powracają z drugim albumem. Po raz kolejny
mamy tutaj około trzydziestu pięciu minut samego gęstego w najlepszym wydaniu.
Trochę nie rozumiem malkontentów narzekających na wspomniany debiut, głównie w
zestawieniu z wcześniejszą EP-ką. Moim zdaniem była to w prostej linii, niczym
nie ustępująca najwcześniejszym nagraniom, kontynuacja i rozwijanie własnego
stylu. Podobnie rzecz ma się z „Advent of Wounds”. To cały czas ten sam odłam
śmierć metalu, z niewielkim jedynie przemieszaniem poszczególnych części składowych.
Analizowanie tych nagrań w stosunku jeden do jednego, czy aptekarska analiza,
mija się z celem i byłaby klasycznym mierzeniem zawartości cukru w cukrze.
Ilość gruzy w nagraniach Fossilization jest na tyle wysoka, że nie jestem się w
stanie spod niej odkopać. Nie powiem przy okazji nic odkrywczego. Bo w rzeczy
samej, Brazylijczycy grają muzykę opartą na wspaniałych wzorcach wspaniałych
zespołów. Po co analizować, czy więcej tu tym razem Phobocosm niż Immolation,
czy może tym razem panowie zapatrzyli się mocniej w Dead Congregation, sporo
harmonie kojarzące się z tymi zespołami i tak są do siebie podobne, a jednak
każdy z nich nieco się od siebie różni. Tak samo jak Fissilization, którzy
mieszając ciężar z melodią, przeplatając fragmenty blastujące miażdżącymi
zwolnieniami, raz uderzając bezpośrednim riffem, by za chwilę zahipnotyzować
zapętlonym motywem, stworzyli również coś własnego. Coś, co możemy śmiało
postawić w jednym szeregu ze wspomnianymi przed chwilą klasykami. W tych
nagraniach jest tyle mrocznego klimatu, tyle odoru pleśni i zgnilizny, tyle
mocarnych harmonii, że nie da się zaprzeczyć, iż jest to najwyższy poziom
rozgrywek. Ktoś powie, że brzmienie jest nieco przymulone? No bo jest, ale
akurat dla mnie to zaleta a nie wada, bo to nie jest, do cholery, szpital! Że
wokal monotonny? Wspaniale. Brzmi przez to jak dobiegający z krypty charkot
ghoula, idealnie wpisując się w całość. Moim zdaniem Brazylijczycy nagrali
najlepszy do tej pory materiał, a że odsłuchałem go już kilkanaście razy, i
nabrałem dystansu, to będę się przy swojej opinii upierał. Premiera jakoś za
miesiąc, czyli już za momencik. Zaznaczcie sobie jej dzień w kalendarzy, żeby
czasem nie przeoczyć.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz