środa, 21 stycznia 2026

Recenzja Rotgut „8 oz Cantrip”

 

Rotgut

„8 oz Cantrip”

Independent 2026

To młoda kapela z USA, gdzie powstała w 2024 roku, a „8 oz Cantrip” to ich druga epka, która zawiera cztery numery żywiołowej muzyki. Jest to fuzja różnych stopów metalu, na którą składają się thrash, crust, trochę bleka i sporo rock’n’rolla, no i może odrobina vibe’u w stylu crossover. Moje pierwsze skojarzenia to Kvelertak, tyle że jest tutaj mniej core’a, ale ogólny wydźwięk rzępolenia Amerykanów pozostaje i tak bardzo podobny. To surowa i prosta, ale nie pozbawiona technicznych smaczków muzyka, która energicznie leci do przodu bujając i biczując na przemian. Trudna w zdefiniowaniu, bo granice między gatunkami Rotgut pieczołowicie pokrył sprawnym ich połączeniem. W wyniku tego potencjalny odbiorca otrzyma dość intensywną jazdę, zbudowaną za pomocą łatwo wkręcających się riffów, świetnych solówek, intensywnego tempa i bez problemu przyswajalnej rytmiki. Całość sunie w towarzystwie galopującej perkusji, basowej zasmażki oraz szorstkich wokaliz, którym od czasu do czasu towarzyszą chóralne pokrzykiwania. Pomimo dobrej produkcji, metal w wykonaniu tego kwartetu brzmi garażowo. Szorstka barwa instrumentów i strun głosowych gościa przy mikrofonie, a także anarchistyczny charakter akordów, wygrywanych bez zadęcia i na lekkiej wyjebce, oddaje brud ciemnych zaułków i lepkość zakazanych dzielnic miejskich, gdzie alkohol i dragi oraz związane z nimi plusy i minusy egzystencji, to chleb powszedni. Blackened thrash, black’n’roll czy heavy rock. Jak zwał tak zwał. Kopie po dupie aż miło, jeśli oczywiście lubicie być po niej kopani. Agresywnie, momentami złowieszczo i z pewnością z lekkim przymrużeniem oka. Fajne, biorę.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz