Rotgut
„8
oz Cantrip”
Independent 2026
To
młoda kapela z USA, gdzie powstała w 2024 roku, a „8 oz Cantrip” to ich druga
epka, która zawiera cztery numery żywiołowej muzyki. Jest to fuzja różnych
stopów metalu, na którą składają się thrash, crust, trochę bleka i sporo
rock’n’rolla, no i może odrobina vibe’u w stylu crossover. Moje pierwsze
skojarzenia to Kvelertak, tyle że jest tutaj mniej core’a, ale ogólny wydźwięk
rzępolenia Amerykanów pozostaje i tak bardzo podobny. To surowa i prosta, ale
nie pozbawiona technicznych smaczków muzyka, która energicznie leci do przodu
bujając i biczując na przemian. Trudna w zdefiniowaniu, bo granice między
gatunkami Rotgut pieczołowicie pokrył sprawnym ich połączeniem. W wyniku tego
potencjalny odbiorca otrzyma dość intensywną jazdę, zbudowaną za pomocą łatwo wkręcających
się riffów, świetnych solówek, intensywnego tempa i bez problemu przyswajalnej
rytmiki. Całość sunie w towarzystwie galopującej perkusji, basowej zasmażki
oraz szorstkich wokaliz, którym od czasu do czasu towarzyszą chóralne
pokrzykiwania. Pomimo dobrej produkcji, metal w wykonaniu tego kwartetu brzmi
garażowo. Szorstka barwa instrumentów i strun głosowych gościa przy mikrofonie,
a także anarchistyczny charakter akordów, wygrywanych bez zadęcia i na lekkiej
wyjebce, oddaje brud ciemnych zaułków i lepkość zakazanych dzielnic miejskich,
gdzie alkohol i dragi oraz związane z nimi plusy i minusy egzystencji, to chleb
powszedni. Blackened thrash, black’n’roll czy heavy rock. Jak zwał tak zwał.
Kopie po dupie aż miło, jeśli oczywiście lubicie być po niej kopani. Agresywnie,
momentami złowieszczo i z pewnością z lekkim przymrużeniem oka. Fajne, biorę.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz