sobota, 10 stycznia 2026

Recenzja Udręka „Nieistnienie”

 

Udręka

„Nieistnienie”

Godz ov War Productions 2025

Kurczę, kiedyś na mieszkańców Kielc wołano „scyzoryki”, ale widząc co kolesie dzierżą w dłoniach, na zdjęciu dołączonym do tego materiału, to chyba będzie ich trzeba przechrzcić na „machetazos”. Udręka gra od 2022 roku. Dwa lata temu wypuścili debiutancką epkę, a teraz wracają ze swoimi pierwszym krążkiem. Zawiera on osiem kawałków, utrzymanych w black metalowym tonie. Trzonem tej muzyki jest podejście znane z lat osiemdziesiątych, bowiem można tutaj spotkać sporo thrashowego kostkowania, które niekiedy przechodzi w skandynawskie tremolando. Całość brzmi chłodno i twardo, a silne i ostre strojenie gitar inwazyjnie wdziera się w kanały słuchowe. Panowie poczynają sobie bez kompleksów, w wartkim tempie chłoszcząc „Nieistnieniem”, ponieważ to głównie szybka muza, która siecze rączymi riffami, z których wyłaniają się okresowo wysokotonowe zagrywki. Udręka miejscami potrafi zwolnić i pokołysać atmosferycznie lub poczęstować iście diabelską solówką. To dość intensywna jazda, wzmocniona przez delikatnie schowany bas i dobrze naoliwioną perkusję. Szorstkość materiału podkreślają wokalizy, za pomocą których z wściekłością wypluwa ze swojego gardła słowa niejaki Zimny. Trafna ksywka, bo bleczur oferowany przez kielczan temperaturę posiada niską, a to w połączeniu ze sterylnością produkcji, przypominać może prosektorium bądź kostnicę, z których przez całą długość tej płyty wieje mdłym, trupim powietrzem. Jednakże nie tylko, ponieważ w rzępoleniu Udręki słychać także polską jakość, która w tym przypadku nie narzuca się naszym, romantycznym patosem. Odznacza się za to swoistym, polskim wkurwem, bezsilnością i zapędami do machania szabelką. Nie jest to jednak nic złego, bo to w gruncie rzeczy jadowita muza. Zagrana ze złością i odpowiednim zaangażowaniem. Mieszanka wschodnio i północno-europejskiego ujęcia w klasycznym wydaniu. Warto się zapoznać.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz