Udręka
„Nieistnienie”
Godz ov War Productions 2025
Kurczę,
kiedyś na mieszkańców Kielc wołano „scyzoryki”, ale widząc co kolesie dzierżą w
dłoniach, na zdjęciu dołączonym do tego materiału, to chyba będzie ich trzeba
przechrzcić na „machetazos”. Udręka gra od 2022 roku. Dwa lata temu wypuścili
debiutancką epkę, a teraz wracają ze swoimi pierwszym krążkiem. Zawiera on osiem
kawałków, utrzymanych w black metalowym tonie. Trzonem tej muzyki jest
podejście znane z lat osiemdziesiątych, bowiem można tutaj spotkać sporo
thrashowego kostkowania, które niekiedy przechodzi w skandynawskie tremolando.
Całość brzmi chłodno i twardo, a silne i ostre strojenie gitar inwazyjnie
wdziera się w kanały słuchowe. Panowie poczynają sobie bez kompleksów, w
wartkim tempie chłoszcząc „Nieistnieniem”, ponieważ to głównie szybka muza,
która siecze rączymi riffami, z których wyłaniają się okresowo wysokotonowe
zagrywki. Udręka miejscami potrafi zwolnić i pokołysać atmosferycznie lub
poczęstować iście diabelską solówką. To dość intensywna jazda, wzmocniona przez
delikatnie schowany bas i dobrze naoliwioną perkusję. Szorstkość materiału
podkreślają wokalizy, za pomocą których z wściekłością wypluwa ze swojego
gardła słowa niejaki Zimny. Trafna ksywka, bo bleczur oferowany przez kielczan
temperaturę posiada niską, a to w połączeniu ze sterylnością produkcji, przypominać
może prosektorium bądź kostnicę, z których przez całą długość tej płyty wieje
mdłym, trupim powietrzem. Jednakże nie tylko, ponieważ w rzępoleniu Udręki
słychać także polską jakość, która w tym przypadku nie narzuca się naszym,
romantycznym patosem. Odznacza się za to swoistym, polskim wkurwem,
bezsilnością i zapędami do machania szabelką. Nie jest to jednak nic złego, bo
to w gruncie rzeczy jadowita muza. Zagrana ze złością i odpowiednim
zaangażowaniem. Mieszanka wschodnio i północno-europejskiego ujęcia w
klasycznym wydaniu. Warto się zapoznać.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz