sobota, 31 stycznia 2026

Recenzja Temple of Decay „Profanus”

 

Temple of Decay

„Profanus”

Old Temple 2026

Nie wiem, jak było wcześniej, bo to moje pierwsze spotkanie z tym solowym projektem, ale „Profanus” już od pierwszych chwil zrobił mi naprawdę dobrze. Twarde i zimne brzmienie gitar, lekko wycofana sekcja rytmiczna, jadowite wokale, wszystko jest na swoim miejscu. Plątanina lodowatych tremolo z thrashowym batożeniem, które niekiedy przechodzi w trochę cięższe formy i delikatnie dysonansowe wtręty, wkręca się bez problemu, zniewalając jednostajnością, przełamywaną niekiedy przez przysadziste zwolnienia czy szybsze zrywy. Jednakże dominują tutaj średnie tempa, które hipnotyzują na całego mroczną atmosferą i ponurymi melodiami. Całość wraz z zapamiętale wypluwanymi słowami przez Mortta, kreuje posępne misterium, które wycelowane jest w świętość wszelaką, atakując z wściekłością, choć cierpliwie, gdyż riffy na najnowszej, trzeciej płycie Temple of Decay, zdają się płynąć ze spokojem i dostojnością, dostarczając oprócz czystego bluźnierstwa także odrobiny religijnej atmosfery. Chłód, nienawiść i perwersyjna wulgarność to wyznaczniki tego materiału, który z pewnością nie wytycza nowych ścieżek dla gatunku, ale z żarliwością szerzy soniczną blasfemię. Robi to z odpowiednią mocą i szczerym zaangażowaniem, co wyraźnie słychać w intonacji słów jak i charakterze akordów, które nie rozpieszczają milutkimi harmoniami. Sączą się z nich nieprzychylne tony, urozmaicone marszowymi rytmami, dobrze dobranymi samplami i agresywniejszym kostkowaniem, które wraz z galopującą perkusją wzorowo kaleczy uszy. Płyta została zarejestrowana czytelnie, ale zadbano o szorstką barwę instrumentów. Klimatyczny, siarczysty i surowy album z transparentnym przesłaniem. Uderza w punkt, nie obwijając w bawełnę. Polecam, bo to niezły bleczur, który wymyka się z ram współczesnej, polskiej sceny.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz