czwartek, 8 stycznia 2026

Recenzja Mütiilation „Pandemonium of Egregores”

 

Mütiilation

„Pandemonium of Egregores”

Osmose Productions 2025

Widać, że Mütiilation zadomowiło się w Osmose Produktions, bo najnowszą płytę tej kapeli, tak jak poprzednią, wydaje właśnie ten francuski label. To już ósma, pełnometrażowa odsłona talentu tego chyba najbardziej znanego przedstawiciela The Black Legions, który odznaczał się swym ortodoksyjnym podejściem do tworzenia surowego black metalu. Tak też było na ostatnim jego krążku, który choć nagrany krystalicznie, podtrzymywał trend pomysłów na szaloną i szorstką diabelszczyznę. Ci, którzy spodziewają się kontynuacji brudnej i bestialskiej muzyki, sięgając po „Pandemonium of Egregores”, mogą się nieco rozczarować, ponieważ tym razem Meyhna’ch postanowił ukazać światu swoje bardziej ugrzecznione oblicze. Brzmieniowo jest tutaj cały czas czysto, twardo i lodowato. Zmienił się natomiast charakter riffów oraz ich melodyjność. Materiał płynie głównie w średnim tempie, częstując uspokajającymi i wręcz refleksyjnymi harmoniami, które kierują się momentami w zamaszyście epickie rejony na podobę późniejszego Immortal. Gdy robi się chłodniej i zaczyna zawiewać piwnicą, kompozycję zdają się przypominać swą rytmiką podejście Hellhammer, a gdy przyspieszają, zamieniając się w chmurne i dość siarczyste tremolando, wskazują na ukłon w stronę klasycznej norweszczyzny z początku lat dziewięćdziesiątych. Jednakże całościowy wydźwięk „Pandemonium of Egregores” jest w stosunku do wcześniejszych produkcji Mütiilation, jednoznacznie „milszy” dla ucha i co za tym idzie łatwiejszy w odbiorze. Jawi się jako spokojniejsza i przystępniejsza wersja black metalu, która dla niektórych może wydawać się dojrzalsza, a dla innych po prostu jako gwałtowne spuszczenie z tonu i mrugnięcie okiem w stronę szerszej widowni. Zatwardziali black metalowcy nie powinni jednak skreślać tej pozycji, bowiem pomimo łagodniejszej formy, wydawnictwo to niesie ze sobą spory ładunek negatywnych emocji, które wyraźnie słychać w warstwie wokalnej jak i brzmieniowej. To mroczna i jednocześnie sentymentalna przypowieść muzyka, który zdążył już coś przeżyć i spogląda na otaczającą go rzeczywistość trochę w inny sposób niż kilkanaście lat temu. Warto sprawdzić.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz