czwartek, 15 stycznia 2026

Recenzja Galibot „Euch'mau Noir”

 

Galibot

„Euch'mau Noir”

   Les Acteurs de l'Ombre Productions 2026

Jeśli dobrze pamiętam, to był już kiedyś, zresztą nie tak dawno, zespół blackmetalowy traktujący w swoich tekstach o kopalniach. Pisał o nim shub niggurath, ale nazwy sobie w tej chwili za cholerę nie mogę przypomnieć. W sumie tematyka logiczna, bo węgiel czarny, to do czarnego metalu pasuje jak ulał, nie? No dobra, troszkę sobie żartuję, ale przecież nawet rodzima Furia, którą uwielbiam, czy nawet Morowe, historie kopalniane poruszały. Mianem Galibot określano dzieci, które onegdaj pracowały w kopalniach na północy Francji, a tragiczne historie z tym związane zainspirowały muzyków pochodzących z Hauts-de-France do nazwania swojego zespołu właśnie ich imieniem. No, ale dość tego wstępu, przejdźmy do sedna. Jak już wspomniałem, Galibit to black metal. Ich debiutancki pełniak został pierwotnie pokazany światu w wersji cyfrowej nieco ponad rok temu, a w lutym materiał ten wyda na nośniku fizycznym, z lekko zmienioną kolorystyką okładki, Les Acteurs de l'Ombre Productions. Jest to nieco ponad pół godziny melodyjnego black metalu. I tym razem, niech to pojęcia was nie zmyli, bowiem są to zdecydowanie bardziej klimaty pod naszą rodzimą Mgłę, niż, dajmy na to, Lord Belial. Przede wszystkim czuć w tych kompozycjach wściekłość i bijący z niej mróz, nawet jeśli Francja to nie Grenlandia. Rzeczone melodie pełne są jadu, i potrafią dość szybko zainfekować układ krwionośny, wprowadzając w stan lekkiego otumanienia. Galibot przez zdecydowaną większość płyty utrzymują słuszne tempo, zwalniając jedynie na chwilę, by podkreślić następujący zaraz potem kolejny zryw. Materiał ten jest taką mozaiką, łączącą w sobie elementy drugiej fali, tej skandynawskiej, z harmoniami charakterystycznymi dla sceny znad Loary. Wyśmienicie się to sprawdza, zwłaszcza, ze pomysłów na dobre akordy tym czterem gentlemanom, oraz zdzierającej gardło w języku narodowym pani, nie brakuje. Nie będę rozkładał tego wydawnictwa na części pierwsze. Powiem tylko tyle, że stanowi ono bardzo równą, niebywale spójną całość, i z każdym odsłucham wbija się w głowę coraz głębiej, a wspomniane już wcześniej melodie są naprawdę najwyższych lotów. Sprawdzajcie koniecznie, zwłaszcza jeśli kochacie Mgłę, Fortresse czy Misþyrming. Bardzo dobry album.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz