Galibot
„Euch'mau Noir”
Les Acteurs de l'Ombre Productions 2026
Jeśli dobrze pamiętam, to był już kiedyś, zresztą
nie tak dawno, zespół blackmetalowy traktujący w swoich tekstach o kopalniach.
Pisał o nim shub niggurath, ale nazwy sobie w tej chwili za cholerę nie mogę
przypomnieć. W sumie tematyka logiczna, bo węgiel czarny, to do czarnego metalu
pasuje jak ulał, nie? No dobra, troszkę sobie żartuję, ale przecież nawet
rodzima Furia, którą uwielbiam, czy nawet Morowe, historie kopalniane
poruszały. Mianem Galibot określano dzieci, które onegdaj pracowały w
kopalniach na północy Francji, a tragiczne historie z tym związane
zainspirowały muzyków pochodzących z Hauts-de-France do nazwania swojego
zespołu właśnie ich imieniem. No, ale dość tego wstępu, przejdźmy do sedna. Jak
już wspomniałem, Galibit to black metal. Ich debiutancki pełniak został
pierwotnie pokazany światu w wersji cyfrowej nieco ponad rok temu, a w lutym
materiał ten wyda na nośniku fizycznym, z lekko zmienioną kolorystyką okładki, Les
Acteurs de l'Ombre Productions. Jest to nieco ponad pół godziny melodyjnego
black metalu. I tym razem, niech to pojęcia was nie zmyli, bowiem są to
zdecydowanie bardziej klimaty pod naszą rodzimą Mgłę, niż, dajmy na to, Lord
Belial. Przede wszystkim czuć w tych kompozycjach wściekłość i bijący z niej
mróz, nawet jeśli Francja to nie Grenlandia. Rzeczone melodie pełne są jadu, i
potrafią dość szybko zainfekować układ krwionośny, wprowadzając w stan lekkiego
otumanienia. Galibot przez zdecydowaną większość płyty utrzymują słuszne tempo,
zwalniając jedynie na chwilę, by podkreślić następujący zaraz potem kolejny
zryw. Materiał ten jest taką mozaiką, łączącą w sobie elementy drugiej fali,
tej skandynawskiej, z harmoniami charakterystycznymi dla sceny znad Loary. Wyśmienicie
się to sprawdza, zwłaszcza, ze pomysłów na dobre akordy tym czterem
gentlemanom, oraz zdzierającej gardło w języku narodowym pani, nie brakuje. Nie
będę rozkładał tego wydawnictwa na części pierwsze. Powiem tylko tyle, że
stanowi ono bardzo równą, niebywale spójną całość, i z każdym odsłucham wbija
się w głowę coraz głębiej, a wspomniane już wcześniej melodie są naprawdę
najwyższych lotów. Sprawdzajcie koniecznie, zwłaszcza jeśli kochacie Mgłę,
Fortresse czy Misþyrming. Bardzo dobry album.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz