Voidstar Nocturnal
„Nexus Teleport Fracture”
Godz ov War 2026
Jeśli śledzicie na bieżąco wydawnictwa Godz ov War,
to zapewne kojarzycie kostarykański Corpse Garden, którego to rzeczony label
wydał jakiś czas temu drugą (w formie
kasetowej) oraz trzecią płytę (full serwis). Voidstar Nocturnal to nowe
wcielenie większości tamtego składu, a „Nexus Teleport Fracture” jest ich
debiutanckim albumem. Kiedy tylko usłyszałem pierwsze takty wprowadzającego
„Code Transmutation”, moje myśli momentalnie pobiegły w kierunku krajowej Furii,
a konkretnie do „Śnialni”. Jak posłuchacie tej kompozycji, to powinniście
zrozumieć dlaczego. Zresztą owo skojarzenia powróciło także w kilku momentach
pod koniec albumu, ale bynajmniej nie dlatego, że trio z Heredii stara się
kopiować pomysły Nihila, ale w podobny sposób swoimi dźwiękami buduje coś na
kształt teatralności i awangardy. I to drugie słowo jest tutaj kluczem, bowiem
album ten jest naprawdę cholernie różnorodny, tak pod względem budowy samych
kompozycji, jak i mieszanych w ich ramach gatunków muzycznych. No bo weźmy dla
przykłady taki „1-137”. To raczej klasyczny (o ile to słowo tu pasuje), nieco
eksperymentalny kawałek blackmetalowy (tego słowa w tym miejscu też nie jestem
pewien, ale załóżmy ogólnie). Owszem, sporo tutaj zmian na polu tempa czy
samych harmonii, także techniki riffowania, ale nic mega dziwnego się nie
dzieje. Ciekawiej robi się za moment, bo w „Holographic Neural Pathways”
pojawiają się syntezatorowe nawiązania do dark wave, czy wręcz ciężkiej
elektroniki, a sekcja rytmiczna przechodzi w klimaty post punkowe, odgrywając
rolę przewodnią i odsyłając gitary (te z kolei mocno gotyckie) na drugi plan. I
jest to kolejny, po wspomnianym otwieraczu, utwór instrumentalny. Ale nie
ostatni. W dalszej części krążka udziwnień, mniejszych i większych mamy pod
dostatkiem. Jest trochę
Kyussowy „Convergence of Aeons”, drum’n’basowy „Black Gold Ecstasy and Lumen
Deformanus”, czy doomowo / deathowo / blackowo / ambientowy, ponad
trzynastominutowy “The Tower Part I & II”. Staram się wam
przedstawić całość w telegraficznym skrócie, bo, wierzcie mi, na tej płycie
tyle się dzieje, że gdybym miał się rozdrabniać, to wyszedł by z tego całkiem
przydługawy tekst. Jak wspomniałem, wokale są na tym albumie dozowane dość
oszczędnie, albo może wybiórczo, i akurat w tej sferze wyjątkowej
ekstrawagancji nie ma. Co nie oznacza, że jest minimalizm. Wszystko tutaj się
doskonale ze sobą uzupełnia, i to mimo, albo przede wszystkim dzięki,
wspomnianej wcześniej różnorodności. Lubię takie płyty, bo nie są to nagrania
na jeden raz. Aby je zgłębić potrzeba trochę cierpliwości, i na pewno, jeśli
nie szeroko otwartego, to choćby uchylonego umysłu. Dlatego też, jeśli
przejadła wam się wydawnicza codzienność, sięgnijcie sobie po „Nexus Teleport
Fracture”. Nie gwarantuję, że się spodoba, ale jak wejdzie, to na amen.
-
jesusatan

