wtorek, 16 grudnia 2025

Recenzja Sodality „Benediction, Part 2”

 

Sodality

„Benediction, Part 2”

NoEvDia 2025

T. Kaos i Mark of the Devil grają razem pod tym szyldem kilka lat, bo przecież od premiery ich debiutanckiego albumu „Gothic”, minęło już pięć wiosen więc dziwnym jest to, że na tych łamach Sodality pojawia się po raz pierwszy. Zresztą w internetachnie jest zbyt o tym duecie głośno i wydawnictwa Sodality nie są jakoś recenzowane na potęgę. Biorąc pod uwagę popularność Cultes Des Ghoules i Death Like Mass, zastanawiający jest też fakt, że dość mało poświęca się uwagi temu, który właśnie wraca z trzecią płytą, ponieważ „Benediction, Part 2” to kawał bardzo dobrego black metalu. Black metalu, który odznacza się rytualnymi rytmami, surowym, piwnicznym brzmieniem i prostym podejściem do komponowania. Być może przymiotniki te w połączeniu z barwą głosu i sposobem intonowania słów przez wymienionego wyżej, znanego i rozpoznawalnego na scenie wokalistę, kreują muzykę, która jest za bardzo odstręczająca dla szerszego grona odbiorców i stąd ten stan rzeczy. Chuj w to, kto nie lubi, niech żałuje. Ja nie mam tego problemu i z wielką przyjemnością przesłuchałem najnowszy krążek od Sodality. Po raz kolejny dostałem dawkę emocji, podaną w odpowiedniej formie, na którą składają się wijące jak węże riffy, które wspomagane są przez konfesyjnie bijącą perkusję, ceremonialne klawisze i wokalizy, które wydobywa ze swego gardła Mark of the Devil. Całość posiada oczywiście głęboko okultystyczny i bluźnierski wydźwięk, gdyż jest skrajnie natchniona przez złego ducha, który niewątpliwie przyświeca jej twórcom. Sprzeciw i niechęć do wszystkiego co święte bije z tego materiału w każdym momencie jego trwania, zsyłając wypełniony rytualnymi kadzidłami klimat, który dusi i obezwładnia natychmiast, od pierwszych taktów tego misterium. Black metal w wykonaniu tych dwóch panów niesie ze sobą ciemność, która zatruwa duszę. Toksyna ta gwarantuje wyzwolenie spod jarzma błędnie pojętej moralności i jej fałszywym prorokom pluje w twarz. Surowa i szorstka muzyka, za pomocą której T. Kaos ciska klątwy swymi ponurymi i hipnotyzującymi melodiami oraz szalonymi atakami. Black metal ociekający kultem Szatana, któremu skrajne oddanie sączy się tutaj z każdej nuty i słowa, które wydusza ze swojego gardła Mark-Szaman. Diabelszczyzna w naturalnej formie i o nieskomplikowanej strukturze, lecz w swym zaangażowaniu upiornie wyrafinowana. Czarna magia przelana na pięciolinię i wytłoczona na płycie, którą jako parszywą hostię przekazuje wyznawcom Sodality.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz