ARSEIS
„MelzVenist Li Brullin”
Black Death Production 2020
Debiutancki
album długogrający francuskiego Arseis ukazał się już ponad rok temu (premiera
miała bowiem miejsce 1 października 2020), mimo to jednak kilka słów o tej
płytce skrobnąłem. Nie dlatego, że to materiał, który sponiewierał mnie, niczym
burą kobyłę. Nie dlatego też, że to płyta wybitna, czy przełomowa. Sprawa jest
bardziej prozaiczna. W pakiecie promocyjnym znajdowała się fizyczna kopia tego
krążka wydana jako ładny, 4 panelowy digipack z 12 stronnicowym bookletem,
zwykła uczciwość wymagała zatem, aby napisać o tym materiale
kilka zdań. Do pracy zatem. „Melz Venist…” to prawie 57 minut naprawdę dobrego,
sprawnie odegranego, melodyjnego Death Metalu wymieszanego z dosyć sporą dawką Black
Metalowych naleciałości i doprawionego sowicie ludowymi elementami tworzonymi z
wykorzystaniem fletu oraz, o ile się nie mylę, liry korbowej. Całkiem nieźle to
żre, gdyż panowie umiejętnie poskładali tu wszystkie klocki. Beczki biją mocno
i konkretnie, potrafią zajechać siarczystym blastem, jak i zagrać bardziej
klimatycznie i z większym ciężarem. Wyrazisty bas wspiera je wydatnie,
zapewniając niezgorszy groove, jednak nie stroni także od nieco bardziej
pozawijanych partii. Wiosła szyją niezłymi, całkiem soczystymi, melodyjnymi
riffami, nierzadko zajadą bardziej technicznym rozwiązaniem, czy skomplikowanym
aranżem, ale nie stronią także od przepełnionych chłodem, jadowitych, kopiących
skutecznie, chwytliwych, bezpośrednich, intensywnych partii. Wokale (w całości
w języku francuskim) płynnie przechodzą od rasowych growli do wyższych
wrzasków i wraz z folkowymi teksturami, w których czuć pewien rodzaj
nienachalnej melancholii i ludowej mistyki dopełniają i urozmaicają zarazem ten
album, nadając mu jednocześnie bardziej klimatycznego charakteru. Panowie
wiedzą, do czego służą ich instrumenty, potrafią korzystać z kilku stylów i
wpływów, posiadają twórczą wyobraźnię, więc płytki tej bardzo dobrze się
słucha. Pod względem brzmienia również nie można tej produkcji nic zarzucić.
Sound jest mocny, soczysty, ma organiczny, przestrzenny charakter, więc bez
problemów słychać, co wycinają poszczególne instrumenty i bez specjalnego trudu
można wyłapać wszystkie, czające się tu smaczki. Czas zatem na konkluzję. Jak
już na początku wspominałem, „Melz Venist Li Brullin” nie jest absolutnie żadną
petardą, ale to dobra, wysoce słuchalna płytka, która wszystkim miłośnikom
melodyjnego Death/Black Metalu z folkowym szlifem przypadnie do gustu, jak amen
w pacierzu. Ja, choć nie jestem jakimś, namiętnym słuchaczem takich klimatów
także przyjemnie spędziłem czas w towarzystwie tej płytki, więc i na następnej
produkcji Arseis także przy okazji ucho zawieszę.
Hatzamoth
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz