Qrixkuor
“The Womb of the World”
Invictus Rec. / Dark Descent Rec. 2025
No to mamy drugi duży album Qrixkuor, zespołu, który
nawet w dość mocno ograniczonych ramach dusznego, gruzowego grania, był w
stanie, na przestrzeni zaledwie dekady, wykreować własny, niepowtarzalny i
niepodrabialny styl. „The Womb of the World” jest na to kolejnym,
niepodważalnym dowodem, i kolejnym krokiem naprzód w doskonaleniu własnego
spojrzenia na bardziej nowoczesną odmianę mieszanki death i black metalu. Mam
jednak względem tego materiału bardzo mieszane uczucia. Zacznę może zatem od
tego, co mi się zgadza. Zgadza mi się niesamowita atmosfera tego albumu, będąca
prawdziwym soundtrackiem do najgorszych koszmarów, podobnie jak złe sny
intensywnie zaskakująca zwrotami akcji, wrzucająca przed oczy (a w tym
przypadku uszy), szalejące obrazy, wirujące, przechodzące z jednego w drugi,
chwilami mocno niewyraźne, ale zawierające w sobie coś przerażającego.
Pamiętacie kalejdoskop? Taką zabawkę z dzieciństwa z czasów PRL-u? Dźwięki Qrixkuor
to soniczne odzwierciedlenie tego, co działo się kiedy przekręcaliśmy tubę. Tutaj dzieją się rzeczy totalnie ze sobą
kontrastujące, kolidujące niczym hadrony w wielkim zderzaczu. Chwilami można
odnieść wrażenie, że album ten to półimprowizacja, pewnego rodzaju happening w
wykonaniu obłąkanych aktorów, mających do przekazania pewną, sobie tylko
zrozumiałą wizję. Niezaprzeczalnie muzyce tej towarzyszy element szaleństwa,
sprawiający, iż jest ona niełatwo przyswajalna, wręcz odpychająca, nawet przyprawiająca
o mdłości. Przeplatające się ze sobą dysharmonie, zmiany tempa, mamroczące coś
na drugim planie wokale, linie gitarowe kolidujące w klawiszowym szaleństwem…
można dostać zawrotów głowy i autentycznie zwariować. I tylko jeden element
zbija mnie nieco z tropu… I są nim zbyt majestatyczne gdzieniegdzie, zbyt
intensywne wspomniane orkiestracje. Mam wrażenie, że jest ich po prostu za
dużo. Chwilami partie klawiszy faktycznie idealnie pasują do całości, stanowiąc
chore wariacje, będące snem schizofrenika, totalnym odjazdem od zdrowych
zmysłów. Są jednak na tej płycie momenty, kiedy brzmią niczym wyjęte z późniejszego
Dimmu Borgir, czy też innych tworów symfonicznych. Pompatycznie, wyniośle, zbyt
„normalnie” w odniesieniu do twórczości Qrixkuor. A to mi absolutnie nie
pasuje. I uwiera niczym kolec pod paznokciem. Dlatego też stwierdzam, że „The
Womb of the World” jest albumem bardzo dobrym, ale nie pozbawionym wad. I
zarazem mam nadzieję, że kolejne wydawnictwo zespołu nie będzie szło w tym kierunku.
Bo o ile ten krążek jeszcze jestem w stanie przyjąć na klatę, i spędzić z nim
kilka odjechanych wieczorów, tak jednak w podświadomości czai mi się pewnego
rodzaju obawa. Obym się mylił.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz