poniedziałek, 13 października 2025

Recenzja Qrixkuor “The Womb of the World”

 

Qrixkuor

“The Womb of the World”

Invictus Rec. / Dark Descent Rec. 2025

No to mamy drugi duży album Qrixkuor, zespołu, który nawet w dość mocno ograniczonych ramach dusznego, gruzowego grania, był w stanie, na przestrzeni zaledwie dekady, wykreować własny, niepowtarzalny i niepodrabialny styl. „The Womb of the World” jest na to kolejnym, niepodważalnym dowodem, i kolejnym krokiem naprzód w doskonaleniu własnego spojrzenia na bardziej nowoczesną odmianę mieszanki death i black metalu. Mam jednak względem tego materiału bardzo mieszane uczucia. Zacznę może zatem od tego, co mi się zgadza. Zgadza mi się niesamowita atmosfera tego albumu, będąca prawdziwym soundtrackiem do najgorszych koszmarów, podobnie jak złe sny intensywnie zaskakująca zwrotami akcji, wrzucająca przed oczy (a w tym przypadku uszy), szalejące obrazy, wirujące, przechodzące z jednego w drugi, chwilami mocno niewyraźne, ale zawierające w sobie coś przerażającego. Pamiętacie kalejdoskop? Taką zabawkę z dzieciństwa z czasów PRL-u? Dźwięki Qrixkuor to soniczne odzwierciedlenie tego, co działo się kiedy przekręcaliśmy tubę.  Tutaj dzieją się rzeczy totalnie ze sobą kontrastujące, kolidujące niczym hadrony w wielkim zderzaczu. Chwilami można odnieść wrażenie, że album ten to półimprowizacja, pewnego rodzaju happening w wykonaniu obłąkanych aktorów, mających do przekazania pewną, sobie tylko zrozumiałą wizję. Niezaprzeczalnie muzyce tej towarzyszy element szaleństwa, sprawiający, iż jest ona niełatwo przyswajalna, wręcz odpychająca, nawet przyprawiająca o mdłości. Przeplatające się ze sobą dysharmonie, zmiany tempa, mamroczące coś na drugim planie wokale, linie gitarowe kolidujące w klawiszowym szaleństwem… można dostać zawrotów głowy i autentycznie zwariować. I tylko jeden element zbija mnie nieco z tropu… I są nim zbyt majestatyczne gdzieniegdzie, zbyt intensywne wspomniane orkiestracje. Mam wrażenie, że jest ich po prostu za dużo. Chwilami partie klawiszy faktycznie idealnie pasują do całości, stanowiąc chore wariacje, będące snem schizofrenika, totalnym odjazdem od zdrowych zmysłów. Są jednak na tej płycie momenty, kiedy brzmią niczym wyjęte z późniejszego Dimmu Borgir, czy też innych tworów symfonicznych. Pompatycznie, wyniośle, zbyt „normalnie” w odniesieniu do twórczości Qrixkuor. A to mi absolutnie nie pasuje. I uwiera niczym kolec pod paznokciem. Dlatego też stwierdzam, że „The Womb of the World” jest albumem bardzo dobrym, ale nie pozbawionym wad. I zarazem mam nadzieję, że kolejne wydawnictwo zespołu nie będzie szło w tym kierunku. Bo o ile ten krążek jeszcze jestem w stanie przyjąć na klatę, i spędzić z nim kilka odjechanych wieczorów, tak jednak w podświadomości czai mi się pewnego rodzaju obawa. Obym się mylił.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz